środa, 22 czerwca 2011

Bakłażan z ryżem i mięsem mielonym

Istnieją potrawy, które gotuję raczej rzadko i to nie dlatego, że ich z Mężem nie lubimy. To jest kategoria przepisów, które trzeba zapomnieć, że się człowiek narobił i tylko pamięta, że wychodzi pysznie. Ostatnio sobie przypomniałam, że całe wieki nie zapiekałam bakłażanów i że to nie może być czasochłonne. Zapomniałam, że według tego przepisu jest. Dobrze, że za jakiś czas znowu będę tylko pamiętać, że bakłażany robione w ten sposób wychodzą wyjątkowo smaczne. Sama nie mogłam się ich nachwalić.

Przepis pochodzi z Biblioteczki Poradnika Domowego nr 3/2005 "Zapiekanki". Oczywiście z pewnymi zmianami.


Składniki (na 4 porcje):
2 bakłażany
200g mięsa mielonego
1/5 szklanki ryżu
1 średnia cebula
2 ząbki czosnku
4 czubate łyżki startego żółtego sera
4 łyżeczki tartej bułki
1/2 szklanki bulionu (może być z kostki)
1/2 szklanki białego wina (wytrawnego lub półwytrawnego)
łyżeczka mąki
sól
pieprz
majeranek
mieszanka przypraw do mięsa mielonego
suszona natka pietruszki
masło lub olej

1. Bakłażanom odcinamy zieloną końcówkę i kroimy wzdłuż na pół. Lekko solimy i odkładamy na pół godziny aż puszczą trochę soku. Ryż gotujemy.

2. Gdy na bakłażanach pojawią się kropelki, płuczemy je, osuszamy i wykrawamy miąższ tak, aby przy skórce zostało go tylko ok. 1 cm. Mniej więcej połowę tego miąższu wykorzystamy również w nadzieniu, więc kroimy je w kostkę. W kostkę kroimy również cebulę, a czosnek siekamy bardzo drobniutko.

3. Mięso posypujemy odrobiną majeranku i mieszanką przypraw do mięsa mielonego. Kroimy je, żeby nam się nie pozlepiało w zbyt duże części.

4. Na maśle lub oleju podsmażamy cebulę i miąższ bakłażanów, posypując je solą i pieprzem, po chwili dodajemy mięso i czosnek. Cały czas mieszamy, żeby z mięsa nie zrobiły się zbyt duże grudki.

5. Gdy mięso się przesmaży, wlewamy bulion i zmniejszamy ogień. Dusimy na małym ogniu przez 10 minut, po czym dodajemy odcedzony ryż. Po następnych kilku minutach wlewamy wino wymieszane z mąką i chwilę jeszcze podgrzewamy mieszając. Kiedy zgęstnieje odstawiamy na chwilę, żeby się lekko ostudziło.

6. Nadzienie ryżowo-mięsne nakładamy na bakłażany. Każdy z nich posypujemy kolejno łyżką startego żółtego sera, odrobiną suszonej natki pietruszki i łyżeczką tartej bułki - bułka ze stopionym serem utworzy potem smaczną skorupkę.

7. Na blasze rozkładamy folię aluminiową i układamy bakłażany tak, żeby się nie stykały ze sobą. Wkładamy do nagrzanego do 220 stopni piekarnika i pieczemy 30 minut.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Śledzie z kolendrą

W ten weekend zrobiliśmy z Mężem prezent naszej kuchni i kupiliśmy dla niej kilka rzeczy. Najważniejszym zakupem są pojemniczki na przyprawy. Trzy dni temu, gdy robiłam te śledzie, ziarenka kolendry rozsypywały mi się w najlepsze z torebki. Dziś nic takiego nie miałoby już miejsca.

Przepis na te śledzie jest banalny, ale niestety tylko dla lubiących kolendrę i cebulę. Wygrzebałam go kiedyś chyba w internecie, ale pewna nie jestem, bo mam go jakoś od bardzo dawna w pamięci.


Składniki:
4 matiasy
1 cebula
1/2 łyżki ziaren kolendry
olej

1. Matiasy moczymy w wodzie przez godzinę. Następnie kroimy je w 4-5cm kawałki. Cebulę kroimy w kosteczkę, a ziarna kolendry rozgniatamy.

2. W słoiku kładziemy na dno trochę cebuli, potem układamy kawałki śledzi tak, aby nie kłaść ich na sobie. Posypujemy kilkoma rozgniecionymi ziarnami kolendry. Następnie kładziemy znowu cebulę, śledzie, kolendrę i postępujemy tak aż nam się skończą składniki. Na dno i na wierzch powinna pójść cebula.

3. Zalewamy olejem na tyle, żeby wszystko było przykryte, zakręcamy szczelnie słoik i odkładamy do lodówki na minimum 24 godziny.

środa, 15 czerwca 2011

Makaron z sosem pomidorowym

Pomidorowo się na tym blogu zrobiło, ostatnio potrawa bardzo pomidorowa i dzisiaj również. Ciekawe gdyby zrobić statystykę produktów z moich przepisów ogółem, co byłoby najczęściej używane. Osobiście podejrzewam czosnek. Zawsze powtarzam, że nie mogłabym gotować dla kogoś, kto czosnku nie lubi. Aczkolwiek pomidory byłyby również zdecydowanie wysoko w tej statystyce.

Następny przepis, obiecuję, nie będzie pomidorowy. A ten jest modyfikacją przepisu pochodzącego z książki J. Młynarczyk "Nastolatki przyjmują gości" (tak, wiem, już dawno, nie jestem nastolatką, ale dobre książki warto wykorzystywać w każdym wieku). Potrawa ma naprawdę dużo zalet - jest prosta, tania, szybka i smaczna :)

Składniki (na 2-3 porcje):
150-200g dowolnego makaronu
puszka krojonych pomidorów
średnia cebula
2 ząbki czosnku
2 łyżeczki koncentratu pomidorowego
2-3 łyżki oliwy z oliwek
1/2 łyżeczki suszonej bazylii
1/4 łyżeczki suszonego tymianku
2 listki laurowe
1/4 łyżeczki cukru
sól
pieprz
garść startego żółtego sera


1. Cebulę kroimy w piórka lub kostkę i szklimy na oliwie posypując solą i pieprzem. Dorzucamy czosnek i po dwóch minutach również pomidory. Dorzucamy listki laurowe, bazylię, tymianek i cukier i oczywiście mieszamy.

2. Po kilku minutach dolewamy ok. 1/4 szklanki przegotowanej wody (dokładna ilość zależy od gęstości sosu, którą chcemy uzyskać) i dokładamy koncentrat pomidorowy. Dusimy na wolnym ogniu ok 15 minut.

3. W tym czasie gotujemy makaron al dente. Makaron polewamy sosem i posypujemy startym żółtym serem.


W oryginalnym przepisie nie ma pomidorów z puszki - jest za to cały słoiczek koncentratu pomidorowego i szklanka wody, uważam jednak, że moja wersja jest po prostu smaczniejsza.

niedziela, 12 czerwca 2011

Salami z pomidorami

Dziś jest ostatni dzień mojego niezwykle udanego urlopu. Odbyłam z Mężem cudowną, również pod względem kulinarnym, podróż na Kretę, a potem posiedziałam jeszcze trzy dni na końcu świata, czyli w Białowieży. Chętnie otrzymałabym jeszcze drugie tyle urlopu gratis. Oczywiście razem z funduszami na kolejne wycieczki. Ale nie ma tak dobrze, trzeba wrócić do rzeczywistości. Plusem jest to, że może znowu trochę więcej uda mi się pogotować.

Dzisiejsza potrawa (nie mogę się zdecydować, czy raczej przystawka, czy sałatka) jest atrakcyjna również wizualnie, co niestety niezbyt często zdarza się moim potrawom. Przepis znalazłam kilka lat temu w dodatku kulinarnym do "Polityki".


Składniki:
100g salami pokrojonego w cienkie plastry
3-4 twarde pomidory
1-2 ząbki czosnku
6 łyżek oliwy z oliwek
2 łyżki soku z cytryny
płaska łyżeczka suszonej bazylii
sól
pieprz

1. Pomidory kroimy w niezbyt grube plastry. Najlepiej wybrać takie pomidory, żeby ich plastry przypominały wielkością plastry salami.

2. Układamy naprzemiennie plastry pomidorów i salami w okręgi schodzące się do środka półmiska.

3. W słoiczku robimy sos: mieszamy razem oliwę, sok z cytryny, przeciśnięty przez praskę czosnek, bazylię, sól i pieprz.

4. Polewamy sosem salami z pomidorami i odstawiamy na minimum 2 godziny do lodówki, żeby wszystko przeszło aromatem sosu. Ja zrobiłam ostatnio tę sałatkę wieczorem i po nocy w lodówce była świetnym śniadaniem.

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Sałatka z brokuła

Ostatnio mały blogowy przestój spowodowany wyjazdem w ciepłe kraje. Przed wyjazdem blogspot zrobił mi przykry dowcip i z powodu jakiejś awarii znikła mi zawartość ostatnich komentarzy oraz wszyscy obserwatorzy (zarówno w przeglądarce IE jak i w Mozilla Firefox). Zgłosiłam problem i pojechałam się urlopić, niestety po powrocie okazało się, że mój blog nadal taki niekompletny w IE, ale przynajmniej Firefox już dobrze wyświetla. Dobre i to, więc trudno, zamiast narzekać lepiej popisać o jedzeniu.

Dzisiaj proponuję świetną sałatkę z brokułów. O tym, że jest świetna niech świadczy poniższe zdjęcie - znikała w zastraszającym tempie i to prosto z miski:




Przepis pochodzi z książki J. Młynarczyk "Nastolatki przyjmują gości" (to była moja pierwsza książka z przepisami). W oryginalnej wersji nie było sera, tylko jajka na twardo, ale wersja z serem wydaje mi się smaczniejsza.

Składniki:
1 duży brokuł
3 pomidory
150g żółtego sera
1 papryka w dowolnym kolorze (u mnie dziś czerwona)
1 łyżeczka masła
1/2 kubka jogurtu naturalnego
2 łyżki majonezu
1-2 ząbki czosnku (zależy, czy chcemy sos bardziej czosnkowy)
płaska łyżeczka suszonej bazylii
szczypta ostrej mielonej papryki
szczypta świeżo mielonego, czarnego pieprzu
sól

1. Brokuł dzielimy na różyczki i gotujemy na pół miękko w osolonej wodzie z dodatkiem łyżeczki masła (jak ktoś lubi to można tylko zblanszować).

2. Ser, paprykę i pomidory kroimy w kostkę.

3. Przygotowujemy sos: dokładnie mieszamy jogurt z majonezem, pieprzem, papryką, bazylią i przeciśniętym przez praskę.

4. Gdy brokuły przestygną mieszamy z pozostałymi składnikami i sosem.

poniedziałek, 23 maja 2011

Ogórkowa z ryżem na żeberkach

Moja Babcia świetnie gotowała. Pewnie nie jest to zbyt odkrywcze, bo prawdopodobnie co druga osoba może to samo powiedzieć o swojej. W każdym razie moja na pewno gotowała rewelacyjnie. Mam kilka potraw, przy których szczególnie wracam myślami do jej obiadków i zupa ogórkowa jest jedną z nich. Głównie dlatego, że moja babcia podawała ją z ryżem, a u nikogo innego z tym się potem nie spotkałam - zawsze z ziemniakami. I jakoś nie mogę się do wersji z ziemniakami przekonać - po prostu nie jest to zupa ogórkowa. Dla mnie powinna być z ryżem i już ;)

Swoją drogą akurat zupa ogórkowa w ogóle w dzieciństwie była dla mnie pasjonująca, ponieważ w pewnej książeczce dla dzieci "Sceny z życia smoków" smoki żywiły się zupą ogórkową i nosiły ją w termosach. Nie wiem jak ją gotowały, ale myślę, że taka powinna im w sam raz zasmakować.


Składniki (na dość duży garnek):
0,5kg kiszonych ogórków
kilka żeberek wieprzowych (miałam 4 w zamrażarce)
1/3 szklanki ryżu (miara przed ugotowaniem) albo tyle ile nam zostało z poprzedniego obiadu
3-5 marchewek (w zależności od wielkości)
kawałek korzenia pietruszki
kawałek selera korzeniowego
pieprz
maggi
ewentualnie sól albo vegeta

1. Żeberka rozdzielamy, myjemy dokładnie i zalewamy dwoma litrami zimnej wody. Gdy się zagotują dodajemy marchewkę pokrojoną w plasterki oraz pietruszkę i seler w kawałku. Możemy dodać kilka kropel maggi.

2. W osobnym garnku gotujemy ryż.

3. Gdy żeberka i marchewka będą już miękkie, wyjmujemy seler i pietruszkę, gdyż nie mają zostać w zupie, a służyły jedynie uzyskaniu wywaru.

4. Ogórki ścieramy (najlepiej robotem) na dużych oczkach i wraz z sokiem wlewamy do zupy. Jeśli zupa jest zbyt gęsta możemy dolać trochę wody. Gotujemy aż wywar będzie mieć wyraźny posmak ogórków. Wtedy dorzucamy ryż i doprawiamy wg uznania.


czwartek, 19 maja 2011

Indyjski kurczak curry

Śmiejemy się czasem z Mężem, że jestem sroką. To dlatego, że wprost nie potrafię przejść w sklepie obojętnie obok pstrokatych, kolorowych, błyszczących przedmiotów i ubrań. Oczywiście nie kupuję ich za każdym razem, ale oczy mnie tam ciągną. Podobnie nie mogę się nigdy napatrzeć na dania kuchni azjatyckich - te kolorowe sosy i ta różnorodność warzyw. Uwielbiam nawet oglądać zdjęcia, a co dopiero mieć coś takiego na talerzu :)

Dzisiejsza potrawa spełnia z pewnością moje wymagania wizualne. Przepis pochodzi z czeluści internetu, ale nie pamiętam skąd, bo spisałam go sobie gdy jeszcze bloga nie prowadziłam i nie zawsze ważne było dla mnie internetowe źródło przepisu.


Składniki (na 2-3 porcje):
duża podwójna pierś z kurczaka
średnia cebula
pęczek dymki ze szczypiorkiem
puszka kukurydzy w małych kolbkach
łyżka koncentratu pomidorowego
sok z pół limonki
olej
łyżeczka słodkiej papryki mielonej
pół łyżeczki curry
ziarenka kolendry i gorczycy (na oko ze dwie szczypty tego i tego)
po dużej szczypcie imbiru, cynamonu i cukru
sól
świeżo zmielony czarny pieprz



1. Kurczaka kroimy w nieduże paseczki.

2. Cebulę kroimy w ósemki, dymki w ćwiartki, kolbki kukurydzy w 2-3 cm kawałki, szczypior od dymki siekamy dosyć drobno.

3. Na oleju szklimy cebulę i dymkę. Po chwili dorzucamy kurczaka. Posypujemy solą i świeżo zmielonym pieprzem. Smażymy do miękkości.

4. W moździerzyku rozgniatamy lekko ziarna kolendry i gorczycy.

5. W 150ml wody rozpuszczamy łyżkę koncentratu pomidorowego i dolewamy sok z limonki. Wsypujemy rozgniecione ziarenka i resztę przypraw i mieszamy. Takim sosem zalewamy miękkiego kurczaka i chwilę gotujemy. Dorzucamy kolbki kukurydzy i jeszcze chwilę gotujemy.

6. Pół minuty przed końcem gotowania posypujemy szczypiorem.

7. Podajemy z ryżem. Ja podałam tu z mieszanką ryżu ziarnistego i dzikiego.


środa, 18 maja 2011

Pieczone jabłko z migdałami

Stał sobie od jakiegoś czasu u mnie w szafie słoiczek migdałów w miodzie waniliowym i czekał na udział w jakimś spektakularnym kulinarnym przedsięwzięciu. Czasami jednak najlepsze pomysły to te najprostsze i upiekłam wczoraj jabłka z migdałami. Były oczywiście genialne, więc dziś postanowiłam je powtórzyć. Opowiadałam o nich w pracy Oksanie (którą gorąco pozdrawiam) i poprosiła mnie o zdjęcie. W pierwszej chwili nie chciałam, bo jabłka takie mało fotogeniczne - sok z nich wycieka, skóra się marszczy... A poza tym przepis jest tak prosty, że w zasadzie to żaden przepis i każdy go pewnie zna. Ale właściwie kto powiedział, że przepisy na blogu kulinarnym zawsze muszą być skomplikowane? Jak zajrzy tu ktoś początkujący to też znajdzie przepis dla siebie. Tak więc upiekłam jabłka jeszcze raz i oto są. Mąż skomentował, że szkoda, że nie mogę zamieścić tu zapachu unoszącego się z piekarnika :)




Składniki:
po jabłku na osobę
migdały w miodzie waniliowym (mogą być dowolne inne bakalie lub orzechy polane łyżeczką miodu lub też konfitura morelowa lub z renklod)
cukier (lub cukier brązowy)
cynamon


1. Jabłka myjemy, kroimy na pół i wykrawamy gniazdo nasienne.

2. Wgłębienie po nasionach napełniamy migdałami w miodzie (lub innymi bakaliami, orzechami czy konfiturą).

3. Jabłko naokoło migdałów posypujemy cynamonem i cukrem.

4. Pieczemy w piekarniku w 170 stopniach przez 20-25 minut (zależy od wielkości i gatunku jabłka).

sobota, 14 maja 2011

Wołowina w sosie chrzanowym

Chociaż nie wyobrażam sobie funkcjonowania na jakimś jednym określonym typie produktów i mój kulinarny świat musi opierać się na różnorodności, to jednak z pewnością zawsze musi istnieć w nim mięso. W różnych postaciach. Bardzo często gdy siedzę w pracy nachodzi mnie ochota na mięso. Dużo częściej niż np. na słodkie. I bardzo dobrze w takim razie, że u nas na piętrze stoi automat ze słodyczami i napojami, a nie ze smażonym, pieczonym lub grillowanym mięsem. Ważyłabym na pewno dużo więcej i trudniej byłoby oprzeć się pokusie. A tak w pracy tylko rozmyślam o mięsie, a zrobić sobie muszę sama w domu. Dzisiejszego mięska nie robię zbyt często, ze względu na dość długi czas przygotowywania, ale za to w smaku jest ono doskonałe.

Przepis podchodzi z dodatku Biblioteczki Poradnika Domowego poświęconego polskiej kuchni (12/2003).


Składniki (na ok. 5 porcji):
0,8 niezbyt tłustej wołowiny bez kości
włoszczyzna
cebula
ziele angielskie
łyżka masła
łyżka mąki
szklanka wywaru z gotowanego mięsa
3 czubate łyżki chrzanu
pół szklanki śmietany
sól
pieprz
liść laurowy
ziele angielskie
cukier

1. Mięso w całości wkładamy do wody i zagotowujemy. Dodajemy włoszczyznę, cebulę, liść laurowy oraz po 3-4 ziarna pieprzu i ziela angielskiego. Gotujemy, aż mięso będzie miękkie. Ja zwykle robię to dzień wcześniej, a w dniu gdy planuję na obiad, tylko podgotowuję.

2. W rondlu rozpuszczamy masło i dodajemy mąkę, chwilę zasmażając. Dolewamy szklankę wywaru z gotowania wołowiny i rozprowadzamy, po czym dodajemy śmietanę. Na końcu dodajemy chrzan i doprawiamy solą i cukrem.

3. Mięso kroimy w grube plastry i rozkładamy w naczyniu żaroodpornym. Zalewamy sosem i wkładamy do nagrzanego do 170-180 stopni piekarnika na 20 minut.


niedziela, 8 maja 2011

Sałatka z tuńczykiem

Długi majowy weekend spędziłam na żaglówkach na Mazurach. Było oczywiście fajnie, bardzo procentowo i niestety bardzo zimno. Oprócz funkcji kolekcjonera siniaków, którą przywłaszczyłam sobie samowolnie, szefowałam kambuzowi. Gotowanie w takim miejscu rządzi się swoimi prawami, jest to przeważnie jakiś ryż lub makaron z sosem, po pierwsze po to, żeby dało się to zrobić szybko i w niewielkiej ilości garnków, a po drugie, żeby łatwo było podzielić. O to, żeby wszystko znikło z talerzy specjalnie martwić się nie trzeba, bo po kilku godzinach na świeżym powietrzu ludzie zazwyczaj zjadają wszystko bez marudzenia. Tak więc funkcja całkiem przyjemna. Aczkolwiek zaskoczyło mnie to, że była raz stresująca! Otóż dział zakupowy zakupił makaron jakiego jeszcze nie widziałam. Nie miał w ogóle stanu al dente podczas gotowania, a w dodatku tak jakby uwalniał mąkę do wody przez cały czas. No czegoś takiego jeszcze nie miałam w garnku. Po takim przeżyciu oczywiście napadło mnie znowu w kuchni i zrobiłam w ten weekend kilka rzeczy w swojej kuchni. Jedną z nich była pyszna sałatka z tuńczykiem.

Przepis ten jest wariacją na temat jakiejś sałatki znalezionej w internecie, ale było to na tyle dawno, że niestety nie wiem na jakim portalu.


Składniki:
puszka tuńczyka w sosie własnym
puszka kukurydzy
duża czerwona papryka
0,2kg kiszonych ogórków
garść kiełków (mogą być dowolne, ja użyłam akurat kiełków brokuła)
pieprz czarny
zioła prowansalskie
zmielona ostra papryka
suszona natka pietruszki
1,5 łyżki majonezu

1. Paprykę i ogórki kroimy w kostkę. Kukurydzę i tuńczyka odsączamy.

2. Mieszamy paprykę, ogórki, kukurydzę i tuńczyka i posypujemy przyprawami. Dla spoiwa dajemy 1,5 łyżki majonezu. Jak ktoś lubi może więcej, ale tuńczyk i ogórki są bardzo mokre i sałatka nie jest i tak sucha.

3. Na wierzchu układamy małą warstewkę kiełków.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...