niedziela, 7 czerwca 2015

Dorsz po katalońsku

Duma Katalonii zdobyła wczoraj trzecie trofeum w sezonie, zresztą powtarzając osiągnięcie sprzed kilku lat. Kibicując FC Barcelonie nie mogłam nie oglądać wczorajszego meczu, obstawiałam wynik 2:1. Wynik, który padł jest nawet lepszy, więc nie będę się zbytnio martwić tym, że nie trafiłam ;) Chcąc uczcić wynik, Ligę Mistrzów i w ogóle bardzo udany sezon, zrobiłam dorsza po katalońsku. W Katalonii nie byłam jeszcze, nie wiem więc na ile przepis odzwierciedla to co się tam je, ale nazwa pasuje do okazji. Przepis z lekkimi modyfikacjami pochodzi z "Encyklopedii sztuki kulinarnej", z tomiku poświęconego kuchni hiszpańskiej.


Składniki (na 3-4 porcje):
0,5kg filetów z dorsza
1 bakłażan
1 cukinia
3 pomidory
1 zielona papryka
1 czerwona papryka
1 duża cebula
2 duże ząbki czosnku
szklanka białego wina wytrawnego bądź półwytrawnego
70g szynki serrano w plasterkach
2 liście laurowe
łyżka smalcu
4 łyżki oliwy
sól morska
pieprz czarny


1. Bakłażany kroimy w plastry o grubości centymetra, solimy z obu stron i odstawiamy.

2. Pomidory przelewamy wrzątkiem i zimną wodą, ściągamy skórę i kroimy w ćwiartki.

3. Papryki pozbawiamy gniazd nasiennych i kroimy w paseczki. W paseczki kroimy też szynkę serrano.

4. Cukinię, obraną cebulę i czosnek kroimy w plasterki.

5. Rybę myjemy, osuszamy, dzielimy na małe kawałki i posypujemy lekko solą z obu stron.

6. Po wykonaniu wszystkich tych czynności bakłażan powinien był już puścić sok. Płuczemy go więc pod bieżącą wodą i osuszamy papierowym ręczniczkiem.

7. W dużym rondlu rozgrzewamy połowę oliwy i podsmażamy na niej cebulę i czosnek. Gdy zaczną się szklić dodajemy bakłażany, papryki, pomidory, cukinię i liście laurowe. Dusimy na średnim ogniu cały czas mieszając przez 15 minut. Pod koniec duszenia przyprawiamy solą i pieprzem wg uznania.

8. W osobnym naczyniu rozgrzewamy resztę oliwy i smalec. Smażymy dorsza z obu stron na złoto. Zalewamy winem i dodajemy szynkę i dusimy na niewielkim ogniu przez 5 minut. Dodajemy warzywa i dusimy ponownie 5 minut. Podajemy z bagietką lub z ryżem.


piątek, 5 czerwca 2015

Risotto z groszkiem i wędzonym kurczakiem

Jeśli chodzi o jedzenie, to mamy taką wspólną cechę z Małżonem, że nie może być przeginki w żadną stronę. Jak się zdarzy kilka obiadów warzywnych pod rząd, to potem musi być mięcho, jak zdarzą się mięsne, to jakaś warzywna zupa... Jak w zeszłym roku z Włoch wjechaliśmy do Austrii to po makaronach, pizzach i gnocchi wprost rzuciliśmy się na sznycle. W tym roku za to przez kilka dni po powrocie z urlopu w Czechach i Austrii, gdzie kuchnia do najlżejszych nie należy musiały być rybki, risotta, warzywa... Szczególnie risotto z niniejszego posta zyskało pourlopowe uznanie w oczach Małżona. Ja też od siebie dodam, że wyszło wyjątkowo pyszne. Nie pamiętam, ale założę się, że pewnie to już pisałam przy przynajmniej dwóch risottach, że to najlepsze jakie skombinowałam. Ale to rzeczywiście chyba jest najlepsze!

Składniki (na 2 porcje):
3/4 szklanki mrożonego groszku
170-200g wędzonego kurczaka
lekko czubata łyżeczka suszonej szałwii
150g ryżu arborio
0,8-1 litr warzywnego bulionu
80-100ml białego wina (u mnie półwytrawne)
1 łodyga selera naciowego
1/2 małej cebuli
2 łyżki masła
duża garść startego parmezanu
sól morska
czarny pieprz


1. Cebulę i seler kroimy bardzo drobno, kurczaka w centymetrową kostkę, groszek zostawiamy na wierzchu żeby się częściowo rozmroził.

2. Bulion podgrzewamy na małym ogniu, żeby stale był ciepły.

3. W dużym rondlu rozgrzewamy dwie łyżki oliwy i na małym ogniu podsmażamy cebulę i seler aż się zeszklą.

4. Zwiększamy ogień do średniego i wsypujemy ryż, lekko solimy. Podgrzewamy 2 minuty cały czas mieszając. Po tym czasie wlewamy wino i nadal mieszamy, aż całe się wchłonie.

5. Wlewamy chochlę bulionu i mieszamy, aż się wchłonie. Powtarzamy tę czynność aż ryż będzie al dente (powinno to zająć około 16-18 minut). 

6. Gdy ryż zacznie dochodzić, w osobnym rondlu rozpuszczamy jedną łyżkę masła i podgrzewamy na nim groszek z szałwią (ma być całkowicie rozmrożony i ciepły).

7. Gdy ryż będzie gotowy dodajemy do niego zawartość drugiej patelni i kurczaka. Mieszamy, wyłączamy kuchenkę, dodajemy drugą łyżkę masła, połowę parmezanu, sól morską i czarny pieprz (wg uznania). Mieszamy, przykrywamy i zostawiamy na dwie minuty.

8. Rozkładamy na talerze i posypujemy resztą parmezanu.


czwartek, 4 czerwca 2015

Ziemniaki hasselback

Od czasu do czasu wieczorne nasiadówy ze znajomymi kończą nam się czymś co nazywamy "YouTube party". Polega to na tym, że każdy ze zgromadzonych koniecznie chce pokazać pozostałym śmieszne/zadziwiające/interesujące/niesamowite filmiki jakie ostatnio wyczaił. No i przy ostatniej okazji zostały mi pokazane filmiki FoodEmperora. Jeśli ktoś jest bardzo wrażliwy na wulgaryzmy, to proszę nawet nie oglądać. Inna sprawa, że jedzenie, które robi wygląda niezwykle apetycznie. Małżon oglądając te filmiki napalił się na ziemniaki hasselback i zrobił przy najbliższej okazji jako dodatek do ryby. Oczywiście wcześniej wiedziałam o ich istnieniu, ale nigdy się za nie nie zabrałam, a szkoda, bo są rzeczywiście pyszne. Teraz będę namawiać Małżona na robienie ich częściej.


Składniki (na 2 porcje):
6 niewielkich ziemniaków (ale też nie bardzo małych)
1-2 łyżki masła
1-2 łyżki tartej bułki
sól
opcjonalnie:
ulubione zioła - np. trochę rozmarynu lub tymianku (lepszy świeży, suszony też może być)
2 łyżki startego żółtego sera

1. Ziemniaki dokładnie myjemy, ale nie obieramy. Układamy pojedynczo ziemniaki na dużej drewnianej łyżce i kroimy w cienkie plasterki. Dzięki temu, że ziemniak leży na łyżce, plasterki nadal od dołu będą złączone, powstanie taka jakby książeczka.

2. Ziemniaki smarujemy od pokrojonej strony masłem, palcami lekko rozsuwamy plasterki żeby masło weszło do środka. Można wcześniej wymieszać masło z ziołami. 

3. Ziemniaki solimy i posypujemy tartą bułką. Można również posypać startym żółtym serem, a Małżon nawet dał trochę ricotty na wierzch. Pole do popisu dla dodatków jest duże.

4. Ziemniaki układamy w nasmarowanym masłem naczyniu żaroodpornym i wkładamy do nagrzanego do 200 stopni piekarnika na 40-45 minut (FoodEmperor poleca krócej, ale dla nas takie ziemniaki były jakby niezbyt dopieczone).


sobota, 30 maja 2015

Zupa z młodej kalarepy i kulinarnie po urlopie

Spojrzałam na ostatnią datę publikacji na blogu i aż się za głowę złapałam - wygląda jakbym się ostatnio urlopiła i urlopiła, a tu raptem było tylko 10 dni w rozjazdach. Faktem jest, że dni przed urlopem jakoś mi uciekły :( A w tym tygodniu dostałam nawet już ponaglenie co z nowym wpisem. No to jest i tradycyjnie powinnam coś opowiedzieć o tym co jadłam. Urlop był trochę bardziej w Czechach, trochę mniej w Austrii, byliśmy motocyklem i pogoda nas wykurzyła wcześniej z rejonu Wysokich Taurów. Zdążyliśmy jednak w Austrii poznać i pokochać wątróbkowy knedel w zupie. Wcześniej znaliśmy taką zupę w wersji z innym knedlem (chyba chlebowo-serowym?) jednak wątróbkowy jest nie do pobicia (taaak, już widzę krzywe spojrzenia tych dostających gęsiej skórki na sam dźwięk słowa wątróbka). W Czechach skusiłam się w końcu na utopence (pycha!), jak zawsze na zupę czosnkową (jeszcze większa pycha), ale największym przebojem był zamówiony przez Małżona karp w staroczeskim czarnym sosie. Przyzwyczajeni do tradycyjnego, wigilijnego karpia, zostaliśmy wręcz porażeni smakiem karpia z tym sosem, który zrobiony był ze śliwek, a w którym pływały orzechy włoskie. Doskonałe. Jak ktoś chce takiego spróbować, to polecam knajpę w Ceskym Krumlovie, taką z mini-muzeum Jawy na piętrze (nie pamiętam nazwy, dlatego daję taki namiar).

A zupa z przepisu mojej Babci. Albo z grubsza z tego przepisu. Pamiętam, że na pierwszym roku studiów dzwoniłam do Babci, żeby zrobić dokładnie taką jak ona robiła. Dziś nie mogę się upewnić. A też nie wyszła mi dokładnie taka jaką pamiętam. Ale przepis i tak przekazuję dalej.


Składniki (na 4-6 porcji):
2-3 młode kalarepy z liśćmi (ważne)
3-4 młode marchewki
2 średnie ziemniaki
1,5-2 litry bulionu warzywnego (może być też drobiowy dla mięsożernych)
1/2 łyżeczki suszonego lubczyku
1 czubata łyżka masła
1/2 łyżeczki ekologicznej przyprawy do zup
sól morska
pieprz czarny

1. Z kalarepy usuwamy duże, pożółkłe liście, a wybieramy zielone, jędrne. 

2. Marchew, ziemniaki i kalarepę obieramy i kroimy w centymetrową kostkę. Wrzucamy do bulionu, dodajemy łyżkę masła, ekologiczną przyprawę do zup i lubczyk. Gotujemy do miękkości.

3. Liście parzymy wrzątkiem, usuwamy grube nerwy i kroimy dość drobno. Dorzucamy do zupy gdy warzywa będą już miękkie. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem, gotujemy jeszcze 3 minuty i podajemy.


poniedziałek, 4 maja 2015

Zapiekanka z makaronem, brokułem i kalafiorem

I znów przegapiłam rocznicę założenia bloga. Zawsze sobie obiecuję, że będzie hucznie. Jakiś tort. Albo konkurs, albo podsumowanie może? Zawsze ten koniec kwietnia przemyka niezauważenie, zaskakuje mnie w maju, że to już po i znowu zapomniałam. W tym roku trochę to wstyd. Bo piąteczka, więc to już trochę minęło. Nie sądziłam, że tyle przepisów będzie, tyle wejść i komentarzy. I lubiących na FB, bo tam ostatnio zwiększyliście tempo polubiania mojej strony... Dziękuję.

A jeśli chodzi o zapiekankę, był już na tym blogu przepis na zapiekankę makaronową z brokułem, był i z kalafiorem. Dziś z jednym i drugim. I dla odmiany z musztardą :) Inspiracja przepisem z książki "Włoskie dania z makaronu" z wydawnictwa RM.


Składniki (na 5 porcji):
300-350g makaronu (waga przed ugotowaniem)
1/2 dużego kalafiora (dałam trochę więcej)
1 nieduży brokuł
szklanka startego żółtego sera
2 szklanki mleka
4 łyżki masła
3 łyżki mąki pszennej
1 łyżka musztardy (ostrej lub łagodnej, słodka np. miodowa się nie nada)
4 łyżki bułki tartej
sól morska
czarny pieprz

1. Kalafior i brokuł płuczemy i dzielimy na różyczki. Kalafior wrzucamy do gorącej, osolonej wody i gotujemy 4 minuty. Po tym czasie dorzucamy brokuł i gotujemy kolejne 3 minuty. Odcedzamy.

2. Makaron gotujemy al dente.

3. W rondlu podgrzewamy mleko z masłem i przesianą przez sitko mąką. Mieszamy trzepaczką, żeby nie było grudek. Gdy sos zacznie wrzeć zdejmujemy z ognia, dodajemy musztardę i połowę sera. Doprawiamy solą i pieprzem i jeszcze raz mieszamy.

4. Makaron mieszamy z sosem i z warzywami. Wykładamy do żaroodpornego naczynia. Całość posypujemy resztą sera, a na wierzchu jeszcze tartą bułką. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 190 stopni na 15-20 minut.


Uwaga - ta zapiekanka robi się sucha po ostygnięciu, przez co nie nadaje się za bardzo do ogrzewania. Najlepsza na świeżo.

piątek, 1 maja 2015

Ciasto Lion

Pierwsza majówka od kilku lat bez planów wyjazdowych, w końcu ostatnio zwiedzaliśmy Bawarię, nie można co dwa tygodnie wyjeżdżać :/ Za to nastąpiły odkładane wiosenne porządki w szafie i szybki spacer między jednym deszczem a drugim. Jeśli tak jak ja nie macie planów majówkowych, to proponuję przyrządzanie ciasta :) Zrobiłam w zeszły weekend takie dla gości i okazało się hitem, na pewno jeszcze nie raz do niego wrócę. Bez pieczenia. I wielka bomba kaloryczna. 

Przepis wzięłam stąd, proporcje sobie lekko pozmieniałam.


Składniki (na blaszkę 36x25cm):
około 60 herbatników typu petitki
puszka 1/2kg masy kajmakowej
600g schłodzonej śmietany kremowej 36%
3 duże batony Lion (po 60g)
2 śmietan-fixy
750g sera mascarpone
4 łyżki cukru pudru
2 łyżki domowego cukru waniliowego
1-2 paski gorzkiej czekolady


1. Dno blachy wykładamy papierem do pieczenia. Układamy pierwszą warstwę herbatników, jeden przy drugim.

2. Smarujemy masą kajmakową, wyrównujemy i układamy drugą warstwę herbatników.

3. 150g śmietany ubijamy na sztywno, pod koniec ubijania dodajemy cukier puder. Mieszamy z serkiem mascarpone i jeszcze lekko miksujemy.

4. Batony Lion kroimy w kostkę i dodajemy do masy z serkiem mascarpone. Mieszamy i wykładamy na herbatniki. Wyrównujemy i rozkładamy trzecią warstwę herbatników.

5. Śmietan-fixy mieszamy z cukrem waniliowym. Resztę śmietany ubijamy na sztywno, pod koniec dodajemy śmietan-fixy z cukrem. Rozsmarowujemy wierzchnią warstwę. Wyrównujemy i możemy zrobić jakiś wzorek.

6. Ucieramy na wierzch gorzką czekoladę i wstawiamy do lodówki na noc.


Licząc, że dzień zrobienia to dzień pierwszy, to ciasto najlepsze było od 3 dnia.

niedziela, 26 kwietnia 2015

Gołąbki z mięsem i ryżem i co zjedliśmy w Bawarii

Ostatni weekend spędziliśmy sobie w Bawarii na pokojach u króla Ludwika Szalonego. Od dawna już zamek Neuschwanstein był na naszej liście do zobaczenia i powiem Wam, że przewodniki, foldery, zdjęcia w internecie itd nie kłamią. On jest przepiękny i fantastycznie położony. Pięknie położone jest też jezioro Bodeńskie, u podnóża Alp, nad które udaliśmy się w następnej kolejności. Biegając po komnatach w Neuschwanstein i Hohenschwangau trochę zgłodnieliśmy i tu przechodzimy do kulinarnej strony Bawarii. Tak jak u nas są pierogarnie, tak w Bawarii na trasie natrafiliśmy na sznyclernię (sznyclownię? sznyclerię?). W życiu nie sądziłam, że sznycla można podać na tak wiele sposobów. Można było nawet zamówić takiego o średnicy 30cm (kto takie je???). Wybór był ciężki, ale w końcu Małżon zdecydował się na takiego obtoczonego w wiórkach regionalnego sera, a ja na sznycla z szynką szwarcwaldzką i żółtym serem w środku. Pycha, ale porcje nie do przejedzenia. A daleko im było do tych trzydziestocentymetrowych :))) Oczywiście w trakcie pobytu za naszą zachodnią granicą zjedzenie jakiegoś wursta to niemal obowiązek, więc innego dnia wciągnęliśmy currywursta, a do Polski przywieźliśmy bawarskie białe kiełbaski i bawarską słodką musztardę, którą pokazali nam za poprzednią wizytą w tym regionie nasi bawarscy znajomi. Dopełnieniem kulinarnej strony naszej podróży oczywiście musiało być piwko. Tym razem poznaliśmy monachijskie piwo Augustiner. Pils zadowolił moje podniebienie osoby lubiącej bardziej goryczkowe, ale pszeniczne Małżona o dziwo też mi smakowało, choć zazwyczaj fanem tego rodzaju piwa nie jestem. Sam Małżon określił to piwo jednym z lepszych weizenów jakie pił i zwrócił uwagę na fakt, że jest nieco mniej mętne od większości przedstawicieli swojego gatunku. On z kolei nie lubi piw bardziej gorzkich, mimo to degustacja mojego pilsa też wypadła zadowalająco.

Po takim wstępie powinien pojawić się tu przepis na sznycla przynajmniej. A będzie bardziej polsko. Poczciwe nasze gołąbki. Na podstawie notatek Babci :)


Składniki (wyszło mi 8 sporych gołąbków):
1 nieduża główka białej kapusty
350g mięsa mielonego wieprzowo-wołowego
100g ryżu
1 duża cebula
1 jajko
1 łyżeczka suszonego lubczyku
1/2 łyżeczki suszonej natki pietruszki
1 łyżeczka mielonej słodkiej papryki
bulion warzywny lub mięsny
sól
pieprz
olej

Na sos:
3-4 łyżki koncentratu pomidorowego
łyżka mąki
ewentualnie kwaśna śmietana


1. Kapustę gotujemy w osolonej wodzie. Ja zrobiłam tak, że podgotowałam chwilę, zlałam zimną wodą, zdjęłam wierzchnie liście i znowu ją podgotowałam. 

2. Ryż gotujemy. Cebulkę kroimy w kostkę i szklimy na odrobinie oleju.

3. W misce mieszamy mięso mielone z ugotowanym ryżem, cebulką i jajkiem. Dodajemy przyprawy.

4. Na liście kapusty nakładamy porcję masy mięsnej i zwijamy najpierw boki liści do środka, a potem  całość zawijamy.

5. Dno garnka wykładamy liśćmi kapusty. Na nich układamy ciasno gołąbki - to ważne, mają nie mieć szansy się rozwinąć. Jeśli trzeba układamy kolejną warstwę. 


6. Wierzch przykrywamy liśćmi kapusty. Zalewamy bulionem i dusimy pod przykryciem 45-50 minut. 

7. Gołąbki wyjmujemy, sos robimy dodając koncentrat pomidorowy, przesianą mąkę i ewentualnie trochę śmietany. Przyprawiamy solą i pieprzem.


środa, 15 kwietnia 2015

Poncz truskawkowy

Leniwe popołudnie, spotkanko z koleżankami, a po powrocie Liga Mistrzów i malowanie pazurków. Na wiosenny zielony. Po meczyku przypomniało się, że dziś zachwalałam koleżankom poncz truskawkowy i obiecałam, że dziś lub jutro pojawi się przepis na blogu. I tu zaczęły się schody. Niby zdjęcia są robione zanim spróbowaliśmy, ale wszystkie jakieś takie nie wyszły, jakby poncz totalnie niefotogeniczny był, a tu przynajmniej waza jest fantastyczna i wyjść ładnie na zdjęciu powinna. No przecież nie zrobię dziś ponczu, żeby lepsze foty zapodać. Trudno się mówi, pokazuje się poncz, który zachęcać musi składem :) Dodam, że wygląda jak domowy, truskawkowy kompot, ale składniki zgoła inne ;)

Bazą był ten przepis, ale zmieniony został wg wskazówek Przyjaciół, od których dostaliśmy w prezencie ten zestaw do ponczu.


Składniki (na kilkoro gości):
900g mrożonych truskawek
5-6 łyżek cukru
sok z 1/2 cytryny
500ml wody mineralnej
butelka (750ml) czerwonego półwytrawnego wina
500ml Martini Rosso
300ml złotego rumu
75ml wiśniówki

1. Alkohole wstawiamy do lodówki, żeby się schłodziły.

2. Truskawki zalewamy wodą mineralną (nie trzeba rozmrażać) i dodajemy cukier. Gotujemy truskawki 10-15 minut i odstawiamy do ostygnięcia.

3. Na godzinę przed podaniem mieszamy wystudzone truskawki wraz z puszczonym przez nie sokiem, sok z cytryny, rum i wino. Wszystko mieszamy i odstawiamy jeszcze raz do lodówki. 

4. Przed podaniem dolewamy Martini i wiśniówkę. Jeszcze raz wszystko mieszamy i podajemy z kostkami lodu.


niedziela, 12 kwietnia 2015

Arabski rosołek z bulgurem

Wczoraj był dla mnie ważny dzień, zdałam egzamin na pewien uznawany w mojej branży certyfikat. Oczywiście poprzedzone było to szkoleniem, popołudniami i wieczorami nauki i rozwiązywania ćwiczeń, nawet w Święta siedziałam z materiałami i powtarzałam. Ale egzamin już za mną, pozytywny rezultat na moim koncie uczciłam kilkoma godzinami w kuchni. Przed egzaminem stawiałam jednak na potrawy nieco mniej pracochłonne. W środę np. ugotowałam pożywny arabski rosołek z bulgurem, który odgrzewaliśmy na szybko w czwartek i piątek. Co do tej zupy mam dylemat jak ją zareklamować na blogu, ponieważ mi ona bardzo smakowała, a Małżonowi niezbyt. Mimo, że ogólnie bulgur je, to kasza w tej zupie jakoś nie przypadła mu do gustu. Wszystko zależy więc od tego, czy lubicie kasze w zupach, jeśli tak, to jest to zupa dla Was.

Jak już kiedyś pisałam, mam zwyczaj czytania przepisów na wszystkim co możliwe i ta zupa powstała z lekko tylko zmodyfikowanego przeze mnie przepisu z opakowania bulguru.


Składniki (na 8 porcji):
10 skrzydełek kurzych
pół szklanki bulguru (przed ugotowaniem)
1 cytryna
1 duży pomidor
2 średnie cebule
2 ząbki czosnku
kilka gałązek natki pietruszki
kawałek kory cynamonu
sól morska
pieprz czarny


1. Umyte skrzydełka zalewamy dwoma litrami zimnej wody i stawiamy na średnim ogniu. Gdy się zagotują, zdejmujemy pianę. Zmniejszamy ogień.

2. Cytrynę musimy dokładnie wyszorować. Otartą skórkę i wyciśnięty sok dodajemy do zupy.

3. Pomidor kroimy na pół, cebule w piórka, natkę pietruszki siekamy, a czosnek przeciskamy przez praskę. Wszystko dodajemy do gotującej się zupy. Dodajemy do niej również trochę soli i kawałek kory cynamonu. Ja dodałam też szczyptę mielonego cynamonu. Gotujemy 45-50 minut na wolnym ogniu.

4. Z zupy wyciągamy skórkę od pomidora, a sam pomidor rozgniatamy łyżką. Wyciągamy też korę cynamonu jeśli się da, u mnie się nie dało, ponieważ za bardzo się połamała, wyciągaliśmy już na talerzach.

5. Skrzydełka z kurczaka wyjmujemy i oddzielamy mięsko od kości. Wrzucamy z powrotem do zupy i dodajemy do niej również bulgur. Przyprawiamy solą morską i czarnym pieprzem. 

6. Gotujemy 10-15 minut, aż bulgur zmięknie. Wtedy zupa jest gotowa. Na talerzach posypujemy jeszcze odrobiną natki pietruszki.


piątek, 3 kwietnia 2015

Zapiekanka z tortellini i pieczarek oraz życzenia na Wielkanoc

Przede wszystkim na te Święta życzę Wam ZDROWIA. Bez tego nie ma sił do przygotowywania wszystkich serniczków, babeczek itd. Wiem, bo rozłożyło mnie. Drugi raz w ciągu dwóch tygodni. I chciałabym życzyć Wam WIOSNY. Słoneczko, świeża trawka, żółte tulipany...Tak wg mnie powinna wyglądać Wielkanoc. U mnie dzisiaj padał śnieg rano. To jeszcze na koniec do życzeń dorzucam ODPOCZYNKU i MIŁEGO CZASU W GRONIE RODZINNYM. To przynajmniej nie zależy od pogody, tylko od nas samych :)

Dziś nie będzie potrawy wielkanocnej, ale przepis na super szybki obiad na przedświąteczne zabieganie. Mało fotogeniczny, ale pyszny. Gdzieś widziałam kiedyś przepis na zapiekankę z tortellini i pieczarek, ale zgubiłam link. Wszystkie inne składniki wrzuciłam więc wg własnego uznania.


Składniki (na 2 porcje):
250g tortellini np. z grzybami (waga świeżych ugotowanych)
150g małych świeżych pieczarek
150g mozzarelli
150-200ml śmietany 12%
3-4 łyżki startego żółtego sera
masło
sól morska
pieprz czarny
1 niezbyt płaska łyżeczka suszonej szałwii

1. Tortellini gotujemy wg przepisu na opakowaniu. Odcedzamy.

2. Pieczarki oczyszczamy, nie kroimy ani nie podsmażamy. Mozzarellę kroimy w kostkę o boku około 7-8mm.

3. Naczynie żaroodporne smarujemy masłem. Śmietanę przyprawiamy solą, pieprzem i szałwią. Przyprawioną śmietanę mieszamy z tortellini, mozzarellą i pieczarkami. Wkładamy do formy. Wierzch posypujemy żółtym serem.

4. Wkładamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika na 12 minut (albo ciut więcej, chodzi o to, żeby ser się stopił).


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...