czwartek, 10 kwietnia 2014

Tortilla z wędzonym łososiem

Trzy popołudnia ciągnęły mi się strasznie. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. A wszystko przez to, że mieliśmy awarię routera. Za to jak wczoraj necik wrócił, to na przekór wolałam obejrzeć sobie mecz Ligi Mistrzów. A dzisiaj już bez przeszkód mogę zaprosić na pyszną przekąskę.


Składniki (na 2 porcje):
2 tortille pszenne o średnicy 25cm
4 łyżki ricotty
4 łyżki zielonego pesto (np. rukolowego)
100g wędzonego łososia
15 oliwek zielonych
5 suszonych pomidorów
2 czubate łyżki kiełków rzodkiewki


1. Łososia i suszone pomidory drobno kroimy. Oliwki kroimy w plasterki bądź ćwiartki. Kiełki myjemy.

2. Tortille lekko podgrzewamy, np. przez 40 sekund w mikrofali.

3. Tortille rozkładamy płasko na talerzu. Smarujemy każdą dwoma łyżkami ricotty i dwoma łyżkami zielonego pesto.

4. Na jednej połowie tortilli układamy wzdłuż brzegu łososia, pomidory i oliwki. Posypujemy kiełkami. Ciasno zwijamy w rulon.

5. Kroimy w ukośne kawałki i podajemy.


I jeszcze na koniec kolejna nominacja do Liebster Blog Award. Tym razem nominację dostałam od Swojskiej Baby z bloga Kulinarne Wariacje. Już od jakiegoś czasu nikogo nie nominuję, bo byłoby mi trudno wyróżnić tylko kilka blogów. Natomiast jak zwykle na pytania chętnie odpowiadam.

1. Jaki był główny powód, dla którego założyłaś bloga?O tym jak założyłam bloga można przeczytać w zakładce "O mnie". Zainspirowali mnie koledzy ze starej pracy.
2. Kto lub co Cię inspiruje?
Zależy czy w kuchni czy ogólnie. W kuchni książki, internet, potrawy jedzone w knajpkach i na wyjazdach.
3. Twoja największa pasja?
Gotowanie, taniec i podróże.
4. Czy wpuszczasz innych do swojej kuchni?
Tak, jest mi bardzo miło jak Małżon od czasu do czasu coś dla mnie ugotuje.
5. Zioła świeże czy suszone?
Wolę świeże, ale że mam słabą do nich rękę to suszonych też używam i lubię :)
6. Twoja potrawa pewniak?
Jest kilka, ale na pewno francuska zupa cebulowa i wszelkiego rodzaju makarony.
7. Ulubiona potrawa z dzieciństwa?
Pierogi ruskie.
8. Sprawdzone przepisy czy eksperymenty?
Równowaga między takimi i takimi potrawami ;)
9. Ulubiona kuchnia narodowa?
Wszystkie śródziemnomorskie.
10. Wytrawnie czy na słodko?
Wytrawnie. Co nie znaczy, że słodkiego nie jem ;)
11. Potrawa stanowiąca dla Ciebie wyzwanie?
Zdecydowanie mniej piekę niż gotuję, więc pewnie torty. Jeszcze za żaden się nie zabrałam.

niedziela, 6 kwietnia 2014

Sałatka z roszponki, pomidorków i korniszonów z rukolowym pesto

Gdy nadchodzi wiosna cieszę się wszystkimi rzeczami pierwszy raz w sezonie. W zeszły weekend otwarłam sezon na trampki w kwiatki. Dzisiaj na spacerze z kolei zaczął się sezon na cienkie wiosenno-letnie czerwone spodnie. Wkrótce zacznie się też sezon na grilla ogrodowego - co prawda nie u nas, bo mieszkamy w bloku, ale u znajomych bądź rodziców, na pewno i ten sezon uznam za otwarty. A do grilla świetne są wszelkie lekkie, kolorowe sałatki. Takie jak ta z dzisiejszego wpisu. My z braku grillowanej zjedliśmy tą sałatkę do kiełbasy smażonej na patelni w towarzystwie dużej ilości cebulki (wiem, że z patelni to kalorycznie, ale swojsko i smacznie, więc czasem można).


Składniki (na 3-4 porcje):
2 duże garście roszponki
8-10 pomidorków truskawkowych lub koktajlowych
10-15 małych korniszonków
1/2 małej czerwonej cebuli
2 łyżki pesto rukolowego
1 łyżka oliwy z oliwek


1. Pomidorki i roszponkę myjemy. Pomidorki kroimy na połówki. Korniszony jeśli są małe to zostawiamy w całości, jeśli większe to kroimy pod skosem na pół. Cebulę obieramy i kroimy w bardzo cienkie półplasterki.

2. Na talerzu rozrzucamy roszponkę. Skrapiamy ją oliwą z oliwek.

3. Na roszponce układamy pomidorki, półplasterki czerwonej cebuli i korniszony. Trudno powiedzieć, że skrapiamy to pesto, bo pesto nie jest płynne, ale "rozchlapujemy" pesto na wierzchu.


piątek, 4 kwietnia 2014

Nieortodoksyjne pesto rukolowe

Ostatnio pisałam o wspaniałym uczuciu gdy wyciąga się z zamrażarki domowe pierogi. A dziś kontynuacja tematu, bo tak sobie myślę, że w ogóle to fantastyczne uczucie, gdy czeka w lodówce, zamrażarce czy spiżarni coś domowego. Zrobiłam w środę wieczorem malutki słoiczek pesto rukolowego i samo jego istnienie napełniało mnie radością. Wczoraj w pracy byłyśmy z koleżanką takie przywalone zadaniami i w pewnym momencie ona mówi, że na to wszystko to ona by zjadła loda. A ja momentalnie pomyślałam, że na to wszystko to ja bym zjadła coś z moim pesto :) A czemu twierdzę, że jest nieortodoksyjne? Ponieważ do czegoś rodem z południa dodałam ser z Litwy dziugas. A czemu nie, pasuje przecież. 


Składniki:
75g rukoli (ok 3/4 standardowego opakowania)
2 łyżki startego drobno dziugasa
2 łyżki orzeszków piniowych
2 ząbki czosnku
szczypta różowej soli himalajskiej
1/4 szklanki oliwy z oliwek

1. Rukolę myjemy. Czosnek obieramy. Siekamy drobno orzeszki piniowe i czosnek.

2. Do blendera/kubka miksującego wkładamy rukolę, ser, czosnek i orzeszki. Chwilę miksujemy. Ja używam kubka miksującego w robocie i włączyłam go dosłownie na 10 sekund.

3. Następnie wlewamy połowę oliwy z oliwek i dodajemy szczyptę soli - ja użyłam różowej himalajskiej, ale może być też zwykła morska. Znów miksujemy przez chwilę - ja znów włączyłam na 10 sekund.

4. Dodajemy jeszcze trochę oliwy, żeby uzyskać właściwą konsystencję. U mnie wyszło to w sumie 1/4 szklanki. Jeszcze raz miksujemy - u mnie ponownie tylko 10 sekund. Czasy, które podałam wydają się krótkie, ale chodzi o to, żeby pesto nie rozmiksować na miazgę. 

5. Przekładamy pesto do czystego, wyparzonego słoiczka, na wierzch wlewamy jeszcze jedną łyżkę oliwy. Przechowujemy w lodówce.


Takie pesto nadaje się np. jako dodatek do kanapek, a wymieszane z ugotowanym makaronem może stanowić błyskawiczny lunch. W następnych postach pokażę też inne pomysły, do czego je dodałam.

środa, 2 kwietnia 2014

Pierogi z serem i suszonymi morelami

Dziś poczułam, że chyba naprawdę już wiosna, ponieważ po wieczornych zakupach Małżon spojrzał na te wszystkie warzywa i powiedział "kupiłaś pół ogródka". Chce się warzyw, zaraz wszystkie zaczną się, po kolei. A że dziś w planie były zakupy, to obiad po pracy musiał być "na szybko". Były pierogi. Nie ma nic fajniejszego jak wrócić z pracy własne pierogi z zamrażalnika, uwielbiam to. Już zdążyłam zapomnieć, że pod koniec lepienia zapasu czułam się zmęczona. Dziś to sama radość. To moje pierwsze pierogi inne niż ruskie. Do tej pory zawsze jak planowałam inne pierogi to i tak kończyło się na ruskich - po prostu najbardziej je lubię. Ostatnio jednak się przełamałam i są na słodko, z serem i suszonymi morelami, dla odmiany. Niestety robiłam je jakiś czas temu, a wpis jest teraz i nie pamiętam ile dokładnie mi wyszło tych pierogów z podanych proporcji (na pociechę zachowało mi się zdjęcie samego farszu). Chyba coś koło 90. Ciasto może być np. z tego przepisu, chyba, że macie własny ulubiony.


Składniki na farsz:
1kg białego sera półtłustego
3 żółtka
8 łyżek waniliowego domowego cukru (lub 6 zwykłego i 2 kupnego wanilinowego)
2 łyżki mleka
50-60g suszonych moreli

1. Twaróg mielimy przez maszynkę do mięsa. Morele siekamy bardzo drobno.

2. Mieszamy dokładnie zmielony twaróg z morelami, cukrem, mlekiem i żółtkami.


Dalsza część zakłada, że mamy już ciasto wykonane wcześniej.

3. Od ciasta odrywamy sobie kawałek, a resztę trzymamy pod czystą ściereczką, żeby nie wysychało.
 
4. Wałkujemy ciasto dość cienko (nieco mniej niż milimetr), jeśli się lepi do wałka lub blatu podsypujemy trochę mąką. Przy pomocy szklanki/kieliszka wykrawamy kółeczka, na każde nakładamy łyżeczką farsz (po kilku pierogach wyczujemy ile), bardzo dokładnie zlepiamy brzegi.
 
5. Jeśli chcemy pierogi mrozić, rozkładamy je na tackach tak, żeby się nie stykały i wkładamy do zamrażalnika. Po zamrożeniu dopiero pakujemy je porcyjkami do woreczków, zapobiegnie to pozlepianiu i rozwaleniu się pierogów.
 
6. Wodę lekko solimy i zagotowujemy, zmniejszamy ogień i zamrożone pierogi wrzucamy do wody. Czekamy aż wypłyną i gotujemy 5-7 minut w zależności od wielkości pierogów - te dziś gotowały się 5 minut po wypłynięciu.
 
7. Jeśli pierogów nie mroziliśmy to czas gotowania po wypłynięciu należy skrócić o minutę.


niedziela, 30 marca 2014

Quesadillas dla początkujących - z szynką lub salami

Pomysł na ten wpis przyszedł mi do głowy niedawno, gdy znajomi w knajpce do piwa zamówili quesadillas i zaskoczeni byli, że to nie są tortille zawijane z nadzieniem, a takie płaskie kawałki z czymś w środku. A wydawało mi się, że kuchnia meksykańska jest na tyle popularna, że już quesadillas wszyscy znają. Co więcej, łatwo i naprawdę szybko można zrobić to w domu. Oczywiście nie z meksykańskiego sera, ale wystarczy łatwo topiący się żółty ser np. podlaski, gouda czy mozzarella. Nie będzie ortodoksyjnie, ale szybko i smacznie. Kupmy ser i wędlinę już w plastrach, to jeszcze skróci czas przygotowania. Do tego dip, najprostszy to gęsta kwaśna śmietana, ale np. dip majonezowo-limonkowy robi się w trzy minuty i też pasuje.


Składniki (na 4 porcje):
8 kukurydzianych lub pszennych tortilli o średnicy 20cm
łatwo topiący się ser żółty w plastrach (w zależności od wielkości plastrów 10-16 plastrów)
szynka lub salami w plastrach (również w zależności od wielkości plastrów 10-16 plastrów)


1. 2 blachy z piekarnika wykładamy folią aluminiową. Wykładamy po 2 tortille na blachę.

2. Na tortilli układamy plastry wędliny, a na to gęsto plastry sera, żeby całość była przykryta serem. Przykrywamy wszystko tortillami.

3. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na kilka minut - gdy ser się stopi i wycieka spomiędzy tortilli, quesadillas są gotowe.

4. Kroimy quesadillas na trójkąty (każdą na 6 części) i podajemy z dipem.


Na koniec jeszcze garść informacji o mnie - bo dostałam garść pytań od Moniki K. z bloga NieTaDieta w ramach Liebster Blog Award. Już pisałam, czemu nie chcę nominować kolejnych blogów, ale żadnych pytań nie pozostawiam bez odpowiedzi.

1. Co skłoniło Cię do prowadzenia bloga?
Ten pomysł podsunęli mi znajomi z ówczesnej pracy.

2. Skąd czerpiesz inspiracje do przepisów?
Zewsząd :) Z internetu, z książek, z głowy, z knajpek, od znajomych...

3. Jakie są Twoje zainteresowania poza kuchnią?
Najbardziej taniec i podróże. Lubię też sobie pooglądać mecze piłki nożnej, poczytać książki, pograć w planszówki.

4. Czy masz mentora kulinarnego?
Nie, mam za to kulinarne bóstwo - Jamiego Olivera.

5. Jakie danie kojarzy Ci się z dzieciństwem?
Pierogi ruskie.

6. Czy znajomi/rodzina korzystają z Twoich porad kulinarnych?
Tak :)

7. Co jest Twoja ulubioną potrawą?
Wszelkiego rodzaju makarony.

8. Czy jesteś/chciałabyś zostać dyplomowanym dietetykiem?
Co to to nie, dieta to dla mnie synonim tortury :)

9. Jaka jest Twoja ulubiona książka?
Wszystkie z serii Świat Dysku Terry'ego Pratchetta.

10. Kraj, w którym mogłabyś zamieszkać to...?
Chyba Chorwacja.

11. Co sprawia Ci najwięcej radości?
Temat rzeka :) To zależy od nastroju, od potrzeb, pory roku...

wtorek, 25 marca 2014

Algierska zupa z drobiem, warzywami i kuskusem

Kuchnia algierska nie jest u nas jakoś specjalnie znana. Raczej wrzucana jest do jednego worka pod tytułem "kuchnia arabska". Zresztą przepis na dzisiejszą zupę z Algierii wyszperałam w zbiorczej książeczce "Kuchnia orientalna" E. Dopp, Ch. Willrich i J. Rebbe. Okazała się tak pyszna, że tylko mogę żałować, że nie ma tam więcej algierskich przepisów. Zmieniłam troszkę proporcje, ale tym razem naprawdę niewiele, podaję oczywiście swoją wersję. I pozdrawiam Olę Lallolę, bo się już o tę zupę dopytywała.


Składniki (na 5-6 porcji):
500g mięsa z uda indyka (waga bez kości)
1 pomidor
1 średnia cebula
1 średnia cukinia (lub półtora małej)
duża garść ciecierzycy
3 ziemniaki
2 marchwie
1,5 litra warzywnego bulionu
2-3 łyżki oliwy
1/4 łyżeczki cynamonu
2 łyżeczki ras-el-hanout
1/4 łyżeczki niteczek szafranu
sól morska
pieprz
120g kuskusu
1 łyżeczka masła
5-6 ćwiartek z cytryny


1. Ciecierzycę moczymy na noc. Następnego dnia zmieniamy wodę i gotujemy do miękkości.

2. Cebulę i pomidora pozbawiamy skórek i kroimy jak najdrobniej się da. Kurczaka kroimy w kostkę o boku 2cm, obrane marchewki w plasterki, obrane ziemniaki w centymetrową kostkę, cukinię również w kostkę, nieco większą.

3. W garnku lub dużym rondlu rozgrzewamy oliwę, dodajemy indyka i podsmażamy 3 minuty cały czas mieszając. Dodajemy pomidora i cebulę i podsmażamy kolejne 2 minuty.

4. Dodajemy ras-el-hanout, cynamon i szafran, po czym zalewamy bulionem. Przykrywamy i gotujemy na niewielkim ogniu przez pół godziny.

5. Dodajemy marchew, ziemniaki, cukinię i ciecierzycę i gotujemy kolejne 20-25 minut (do miękkości warzyw). Doprawiamy solą morską i świeżo zmielonym czarnym pieprzem.

6. Kuskus przygotowujemy wg przepisu na opakowaniu, przed podaniem lekko solimy i mieszamy z łyżeczką masła.

7. Na talerz nakładamy porcję kuskusu, zalewamy zupą i skrapiamy wszystko sokiem z cytryny.


niedziela, 23 marca 2014

Dip majonezowo-limonkowy

Jakiś czas temu kupiłam w sklepie arabskim puszeczkę harissy. Uwielbiam. Może to nie jest sos, który wyjadałabym łyżkami, ale jako dodatek jest absolutnie fantastyczny. Małżon niestety nie podziela mojego entuzjazmu. Stąd wziął się dzisiejszy dip. Potrzebowałam czegoś, co mogę podać Małżonowi do quesadillas, gdy ja będę zajadać się czymś pikantniejszym :) Postawiłam na coś majonezowego. Sprawdziło się, więc zrobiłam go znów, tym razem pstrykając również fotkę na blog.


Składniki:
3 czubate łyżki majonezu
1 limonka
3/4 łyżeczki ziaren kolendry
sól morska

1. Ziarna kolendry dokładnie rozgniatamy w moździerzyku.

2. Majonez mieszamy z sokiem wyciśniętym z limonki, rozgniecionymi ziarnami kolendry i szczyptą soli. Podajemy do czegokolwiek - quesadillas, krakersów, drobiu lub warzyw z grilla.


czwartek, 20 marca 2014

Limonkowy kurczak z rękawa

Ci którzy śledzą mój blog także na facebooku już zapewne wiedzą, że w tym tygodniu choruję i że wirus niestety dopadł również mój żołądek. Nie jest to więc moment na popisy w kuchni. Na szczęście idzie już ku lepszemu i ponieważ patrzenie na jedzenie już mnie nie dobija, postanowiłam opublikować zaległy przepis. Kurczak powstał właściwie "z niczego". Dwa tygodnie temu, gdy wróciliśmy z krótkiego urlopu, wyciągnęłam z zamrażarki kurczaka, a w lodówce miałam dwie limonki. Nie chciało mi się iść na zakupy tak zaraz po powrocie, więc obiad powstał z tego co było. Okazał się nadspodziewanie dobry i na pewno jeszcze go powtórzę.


Składniki:
2 pojedyncze piersi z kurczaka
2 limonki
2 łyżki oleju
1 łyżka przyprawy cajun
1/2 łyżki wódki
1/3 łyżki sosu sojowego
1/3 łyżki octu winnego

1. Umyte piersi z kurczaka kroimy w spore kawałki (jedną pierś np. na 5 części).

2. Mieszamy razem przyprawę cajun, olej, wódkę, sos sojowy i ocet winny. Jeśli ktoś potrzebuje to może dodać szczyptę soli, ale ja uważam że sos sojowy wystarcza. Mieszamy kurczaka z marynatą i odstawiamy do lodówki na 2 godziny.

3. Do rękawa do pieczenia wrzucamy kurczaka i pokrojone w ćwiartki sparzone i wyszorowane limonki, mieszamy. Rękaw spinamy z obu stron, lekko nakłuwamy widelcem i układamy na blasze tak, by nie stykał się ze ściankami piekarnika.

4. Wkładamy do nagrzanego do 200 stopni piekarnika na 20-25 minut. Po upieczeniu danie przekładamy z rękawa do jakiegoś naczynia. Na talerzu wyciskamy na kurczaka sok z upieczonej limonki. Podajemy z frytkami lub ryżem.


wtorek, 4 marca 2014

Zupa z fasoli czarne oczko

Ta zupa wcale nie miała być zupą. Albo raczej fasola czarne oczko nie miała skończyć w zupie tylko w pysznym, aromatycznym, warzywnym curry z mleczkiem kokosowym. Namoczyłam tę fasolę i ugotowałam do miękkości. I potem gdy przyszedł czas robienia obiadu z fasoli to mi się odechciało. A raczej czułam się tak przeziębiona, że zachciało mi się gotowej pizzy. W sensie żeby ktoś zrobił, a nie ja. W rezultacie dzień przed wyjazdem na urlop zostałam z ugotowaną fasolą. No to rym ją do zupy. 


Składniki:
3/4 szklanki fasoli czarne oczko (oczywiście można dodać inny rodzaj fasoli)
100g boczku wędzonego
średnia cebula
2 ząbki czosnku
3-4 średnie ziemniaki
litr bulionu warzywnego
płaska łyżeczka ekologicznej przyprawy do zupy
2 płaskie łyżeczki majeranku
1/2 płaskiej łyżeczki suszonego tymianku
1/2 płaskiej łyżeczki suszonej natki pietruszki
1 czubata łyżka masła
2 łyżki oliwy z oliwek
sól morska
pieprz

1. Fasolę zalewamy zimną wodą i zostawiamy na noc. Zmieniamy wodę i gotujemy do miękkości (ok. półtora godziny). Odcedzamy.

2. Cebulę i boczek kroimy w drobną kostkę (ok. półcentymetrową). Ziemniaki kroimy w większą kostkę (o boku ok. 2 cm).

3. Garnku podgrzewamy masło i oliwę, aż masło się rozpuści. Wtedy dodajemy cebulę i boczek i podsmażamy, mieszając od czasu do czasu. Gdy cebula się zeszkli dodajemy ziemniaki i podsmażamy jeszcze 3 minuty.

4. Dodajemy fasolę i zalewamy bulionem. Dodajemy ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę, ekologiczną przyprawę do zup i wszystkie zioła.

5. Gotujemy do miękkości ziemniaków. Przed podaniem doprawiamy do smaku świeżo zmielonym pieprzem i solą morską jeśli trzeba (jeśli boczek był mocno słony, to być może sól nie jest niezbędna).


niedziela, 2 marca 2014

Oliwki marynowane z kolendrą

Południowcom zazdroszczę oliwek. Te kupione w Polsce jakoś nigdy nie smakują tak samo, nawet te najlepsze. To pewnie mimo wszystko kwestia wakacyjnego nastroju. Ale i tak oliwki, nawet te kupione tutaj, mogłabym jeść i jeść (i pomyśleć tylko, że kiedyś nie lubiłam). A dzisiaj sposób jak podkręcić zielone oliwki ze słoika. Takie oliwki jedliśmy u naszych przyjaciół, Basi i Radka, którzy z kolei przywieźli ten przepis z wakacji.


Składniki:
130-150g zielonych oliwek ze słoika (waga po odlaniu)
1/2 szklanki oliwy z oliwek
1-1,5 łyżki octu balsamicznego
2 ząbki czosnku
1 łyżeczka ziaren kolendry

1. Ziarna kolendry rozgniatamy w moździerzu. Obrane ząbki czosnku zgniatamy płaską częścią noża i kroimy w cienkie plasterki.

2. Mieszamy oliwę razem z octem balsamicznym, czosnkiem i ziarnami kolendry. Zalewamy oliwki, mieszamy i odstawiamy na minimum 3-4 godziny do lodówki (a najlepiej na cały dzień).


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...