sobota, 27 lutego 2016

Tortellini w śmietanie z groszkiem i szynką

Czasami jak mi się nie chce gotować to w ostatniej chwili zmieniamy plany i idziemy do knajpki lub coś zamawiamy. Ostatnio miałam już taką myśl, mówię o tym Małżonowi, a on zapytał co zamierzałam zrobić. Opowiedziałam mu o tortellini w śmietanie i odpowiedź była "o, ja to chcę!". I pomyśleć, że mówi to człowiek, który jak go poznałam, to nie lubił makaronu ani jego pochodnych... Teraz lubi i w sumie dobrze, że mnie namówił na to gotowanie, bo wyszło pysznie.


Składniki (na 2 porcje):
500g suszonych tortellini np. z szynką (waga przed ugotowaniem)
1/2 szklanki mrożonego groszku
50g szynki (może być jakaś wędzonka)
4 małe szalotki
1-2 łyżki masła
1 płaska łyżeczka suszonej bazylii
1/2 płaskiej łyżeczki suszonego tymianku
1/4 płaskiej łyżeczki suszonego rozmarynu
300-400g kwaśnej śmietany
sól morska
czarny pieprz
listki bazylii do przybrania
starty parmezan lub grana padano do posypania

1. Wyjmujemy z zamrażalnika groszek, żeby zaczął się już rozmrażać zanim przyjdzie na niego kolej.

2. Tortellini gotujemy wg przepisu na opakowaniu.

3. Szalotki kroimy wzdłuż na ćwiartki, szynkę w kostkę lub cieniutkie paseczki.

4. W rondlu rozpuszczamy masło i wrzucamy szalotkę. Posypujemy solą i pieprzem i podgrzewamy mieszając, aż zacznie się szklić.

5. Dorzucamy groszek i podgrzewamy kilka minut aż się zupełnie rozmrozi. Wtedy dorzucamy szynkę, a po minucie zmniejszamy ogień do małego i wlewamy śmietanę. Wrzucamy rozmaryn, bazylię i tymianek. Podgrzewamy 2 minuty.

6. Odcedzone tortellini wkładamy do rondla i mieszamy z sosem. Rozkładamy na porcję i każdą posypujemy parmezanem i świeżo zmielonym pieprzem. Dekorujemy listkami bazylii i podajemy. 


niedziela, 21 lutego 2016

Adżapsandali

Postanowiłam zrobić adżapsandali, które dawno temu jadłam w gruzińskiej knajpce. Pamiętałam, że było pyszne i że miało mnóstwo bakłażana i na tym mniej więcej moja pamięć się kończyła. Oczywiście od czego jest internet. Niestety poza bakłażanem, znalezione przeze mnie przepisy często niewiele miały wspólnego ze sobą. Wybrałam kilka ze stron, które mogły (ale też nie musiały) prezentować gruziński przepis, wyciągnęłam wspólny mianownik i ugotowałam pyszne danie, które mam nadzieję jest choć trochę podobne do tego gruzińskiego.


Składniki (na 3-4 porcje):
500-550g bakłażanów
600g świeżych pomidorów (odmiany z mniejszą ilością soku)
450g ziemniaków (waga przed ugotowaniem)
1 duża zielona papryka
3-4 ząbki czosnku
1 średnia cebula
3-4 gałązki świeżego koperku
3-4 gałązki natki pietruszki
3-4 gałązki bazylii
1 płaska łyżeczka suszonej kolendry
1 płaska łyżeczka mielonej słodkiej papryki
1/4 płaskiej łyżeczki mielonego chili (można więcej)
2-3 łyżki oliwy
sól morska lub himalajska
pieprz czarny

1. Bakłażany kroimy wzdłuż na pół, odcinamy ogonki, lekko solimy i odstawiamy. Ziemniaki gotujemy w mundurkach do miękkości.

2. Obieramy cebulę i ząbki czosnku. Cebulę kroimy w centymetrową kostkę, czosnek w plasterki. Paprykę kroimy w kawałki mniej więcej dwucentymetrowe. Zioła siekamy.

3. Pomidory pozbawiamy skórki przelewając je wrzątkiem, a potem zimną wodą. Kroimy w centymetrową kostkę.

4. Bakłażany płuczemy z soku, który puściły i również kroimy w centymetrową kostkę. W podobną kostkę kroimy ugotowane i obrane ziemniaki.

5. Rozgrzewamy w rondlu z grubym dnem oliwę. Wrzucamy cebulę i zieloną paprykę. Podgrzewamy, aż cebula się zeszkli. Wtedy dodajemy bakłażany i dusimy aż zaczną się robić miękkie od czasu do czasu mieszając.

6. Dodajemy pomidory i czosnek. Wszystko podgrzewamy, aż pomidory odparują. Wtedy dodajemy ziemniaki, zioła i przyprawy. Podgrzewamy jeszcze 5 minut. Podajemy z bagietką.


Przepis zgłaszam do akcji:


niedziela, 14 lutego 2016

Zupa pięć smaków z wieprzowiną, krewetkami i jajkiem

Pamiętam zeszłoroczne Walentynki, braliśmy udział w warsztatach tanecznych i po kilku godzinach treningu byliśmy już naprawdę bardzo głodni. Tymczasem we wszystkich knajpach dookoła były dzikie tłumy i zjedzenie czegokolwiek w ten dzień bez rezerwacji graniczyło z cudem. W tym roku poszliśmy do restauracji w piątek, bo jak powiedział Małżon "można nie obchodzić Walentynek, ale zawsze to jest dobry pretekst, żeby iść na jakieś dobre jedzenie". W piątek było więc eleganckie i dobre jedzenie, a dziś było domowe i dobre. Oboje uwielbiamy azjatyckie kuchnie, więc miałam na oku dzisiejszą zupę już od jakiegoś czasu. Aż do ostatniej Gwiazdki nie miałam jednak odpowiednich miseczek, bo w takich zwykłych, to po prostu nie byłoby to samo. W mojej wyobraźni była to duża miseczka z mnóstwem dobrych rzeczy w środku. Inspirowałam się przepisem z "Dania z woka" M. Sauerborn. Podaję moją wersję zarówno jeśli chodzi o składniki, jak i sposób przygotowania - ponieważ nie posiadam woka kombinowałam równo :)


Składniki (na 2 porcje):
150g szynki wieprzowej
8 krewetek
2 dymki
1 marchew
1 gałązka selera naciowego
50-70g marynowanych paseczków bambusa
50-70g kiełków sojowych
3-4 grzyby mun
2 jajka
0,7l bulionu warzywnego (gotowanego z imbirem i trawą cytrynową)
1 łyżeczka sosu ostrygowego
1 łyżeczka sosu sojowego
szczypta mielonego chili
1/3 łyżeczki mielonego imbiru
1 łyżeczka przyprawy 5 smaków
sól morska
pieprz czarny

1. Dymki kroimy w piórka (szczypior siekamy i zostawiamy), namoczone grzybki w paseczki, seler naciowy w kostkę. Marchew obieramy i kroimy na pół w poprzek i wzdłuż. Każdą ćwiartkę kroimy w podłużne plasterki.

2. Krewetki pozbawiamy główek i pancerzyków (można odłożyć i ugotować na nich wywar), zostawiamy tylko ogonki. Nacinamy je również wzdłuż grzbietu i pozbawiamy jelita.

3. Szynkę kroimy w paseczki o grubości 0,5cm.

4. Tutaj następuje zasadnicza różnica w moim przepisie. Zamiast gotować wszystko razem, podzieliłam składniki na połowy i włożyłam do dwóch garnuszków o tej samej wielkości, zalałam po 350ml ciepłego bulionu i wstawiłam na taki sam średni ogień. Oczywiście możecie gotować jak w oryginale, wszystko razem.

5. Po 17 minutach wrzucamy przyprawy - przyprawę 5 smaków, chili, imbir mielony, sos sojowy i sos ostrygowy. Wbijamy również jajka (ja wbiłam po jednym do każdego garnuszka) i gotujemy aż białko się zetnie. Rozkładamy do miseczek tak, aby jajko było na wierzchu. Przyprawiamy solą morską, świeżo zmielonym czarnym pieprzem i posypujemy szczypiorem od dymki.


poniedziałek, 8 lutego 2016

Kurczak duszony z brukselką, kalafiorem, brokułem, marchewką

Styczeń był naszym miesiącem bez kurczaka. Nie chodzi o żadne ideologie, ale o to, że na Jamajce, jeśli w jakiejś wiosce na końcu świata jest jakiekolwiek miejsce obiadowe, to może nie być nic innego, ale kurczak jest zawsze. Więc tak dla równowagi razem z Małżonem zrobiliśmy sobie taki odpoczynkowy miesiąc, ale teraz zatęskniliśmy już za tym smacznym ptaszkiem. 

Tym razem przepis bardzo prosty i niewyszukany, z dużą ilością warzyw. Nadaje się do odgrzania w mikrofali w pracy.


Składniki (na 4 porcje):
4 duże uda z kurczaka
450g (1 opakowanie) mrożonki kalafior, brokuł, marchewka
100-150g mrożonej brukselki
1 duża cebula
2 ząbki czosnku
2 czubate łyżeczki czerwonej czubrycy
1/2 łyżki zielonej czubrycy
2 łyżki pikantnego keczupu
oliwa do smażenia
sól morska
pieprz czarny

1. Kurczaka nacieramy z obu stron połową czerwonej czubrycy i odstawiamy na 10 minut.

2. Cebulę kroimy w piórka, czosnek w plasterki.

3. Na patelni rozgrzewamy oliwę i obsmażamy kurczaka z obu stron po 3-4 minuty. Przekładamy do rondla z grubym dnem.

4. Na pozostałej oliwie szklimy cebulę, po czym dodajemy mrożone warzywa i czosnek. Gdy zaczną puszczać sok, przekładamy całość do kurczaka.

5. Wlewamy 1/3-1/2 szklanki wody, dodajemy keczup, pozostałą czerwoną czubrycę i zieloną czubrycę. Dusimy pod przykryciem na niewielkim ogniu do miękkości kurczaka (około 45 minut). Doprawiamy solą morską i świeżo zmielonym pieprzem. Podajemy np. z kuskusem.


poniedziałek, 1 lutego 2016

Brazylijska zupa z indykiem, ryżem i pomidorami

Uwielbiam zupy i zawsze to podkreślam. Każda nowa zupa, a nawet dobrze znana zupa ale w nowej wersji, to powód do radości. Taka jest właśnie dzisiejsza zupa brazylijska, niby pomidorówka z ryżem, ale troszkę jednak inna m.in. dzięki dużej ilości selera naciowego. Niestety nie jest zbyt reprezentatywna. Powtórzył się po raz kolejny scenariuszy, że Małżon z trudem ukrył zawód gdy popatrzył na wygląd obiadu. Pogrzebał łyżką w talerzu i mruknął coś z niechęcią o pomidorowej z ryżem. Po kilku minutach wygląd już mu nie przeszkadzał i Małżon został fanem tej zupy. Dostała łatkę "do powtarzania". Ja się tylko zastanawiam ile jeszcze Brazylii zostało po moim mieszaniu w przepisie. Inspiracja z "Kuchni bez granic" M.Caprari.


Składniki:
1kg skrzydeł z indyka
puszka krojonych pomidorów
4-5 gałązek selera naciowego (fajnie jakby chociaż jedna miała listki)
100g ryżu
1 średnia cebula
3 łyżki oliwy
1 łyżeczka suszonej natki pietruszki
kilka kropel maggi
sok z 1/2 dużej cytryny (lub z całej małej)
3/4 płaskiej łyżeczki mielonej słodkiej papryki
sól morska
pieprz czarny
kiełki do posypania (np. lucerny)

1. Cebulę obieramy i kroimy w bardzo drobną kostkę. Seler naciowy kroimy w plasterki o grubości 0,5cm.

2. W garnku rozgrzewamy oliwę i dorzucamy cebulkę. Gdy zacznie się szklić dorzucamy ryż (nieugotowany) i smażymy stale mieszając.

3. Gdy ryż wchłonie tłuszcz i stanie się przeźroczysty wkładamy umyte skrzydła indyka, dodajemy pomidory z puszki, seler naciowy i zalewamy litrem wrzącej wody. Gotujemy na małym ogniu około półtora godziny.

4. Wyjmujemy skrzydełka, mięso oddzielamy od kości, dzielimy na drobniejsze części i wrzucamy z powrotem do garnka. Dodajemy sok z cytryny, mieloną paprykę, doprawiamy solą i pieprzem. Gotujemy jeszcze około 5-7 minut. Na talerzach posypujemy kiełkami.

sobota, 30 stycznia 2016

Tarta a'la blok czekoladowy

W końcu etykieta "Małżon w kuchni" doczekała się pierwszego deseru. Od dawna Małżon o nim mówił, ponieważ dla niego to niezapomniany smak dzieciństwa zwany po prostu czekoladą cioci Marysi, chociaż wiele osób zna to raczej jako blok czekoladowy. Niestety pierwsze próby odtworzenia tego smaku nie zakończyły się powodzeniem. Pełen podziwu upór i kilka uwag od cioci Teresy zaowocowały wreszcie upragnionym sukcesem. A Małżona własna kreatywność spowodowała, że u nas w domu zmieniło się to w tartę na petitkach, która ozdobiona bakaliami może na stole uchodzić właśnie za tartę na słodko. A nawet na bardzo, bardzo słodko.


Składniki (na formę do tarty o średnicy 26cm):
2 szklanki cukru
250g palmy (może być masło)
3 lekko czubate łyżki kakao (najlepsze takie "z wiatraczkiem")
3 szklanki mleka w proszku
0,5 szklanki mleka
1/3 szklanki mielonych orzechów włoskich
15-18 petitków
ulubione bakalie do dekoracji (rodzynki, orzechy, płatki migdałowe)

1. Wszystkie składniki przygotowujemy sobie wcześniej pod ręką, bo akcja robienia jest szybka. 

2. Dno tarty wykładamy petitkami. Palmę kroimy w kostkę. 5 petitków rozgniatamy w moździerzyku na okruchy.

3. W garnku na średnim ogniu rozpuszczamy palmę. Gdy się rozpuści dodajemy kakao, cukier i mleko w płynie. Mieszamy wszystko razem intensywnie aż cukier się rozpuści i nie będzie kakaowych grudek (cytat z Małżona: grudkowalność zerowa).

4. Podgrzewamy wszystko razem aż zabulgocze, powinno to zająć 3-5 minut. Wtedy zdejmujemy z ognia, dodajemy mleko w proszku i wszystko razem mieszamy mikserem lub blenderem na gładką masę.

5. Wsypujemy okruchy petitkowe i mielone orzechy. Mieszamy i wylewamy do formy na warstwę petitek. Dekorujemy ulubionymi bakaliami i odkładamy na noc do lodówki.


piątek, 29 stycznia 2016

Greckie mini-zapiekanki na cieście francuskim

Jeśli miałabym wskazać jeden uniwersalny składnik na przekąski do nasiadów ze znajomymi to wahałabym się między ciastem francuskim i meksykańskimi tortillami, ze zwycięstwem jednak tego pierwszego. Tarty, koperty, zawijańce; serowe, warzywne, mięsne czy na słodko. Zależnie od wyobraźni albo... aktualnej zawartości lodówki. Ostatnio zaważyło znowu to ostatnie - rzeczy akurat pod ręką. A wyszło jedno z lepszych połączeń. 


Składniki (na 8 mini zapiekanek):
arkusz ciasta francuskiego
200g sera feta
kilkanaście oliwek
kilkanaście pomidorków cherry
suszone oregano
roszponka
oliwa z oliwek (czosnkowa, ziołowa, cytrynowa)

1. Ciasto francuskie tniemy na 8 prostokątów. Na każdym rozkładamy połówki oliwek, połówki pomidorków i kostki fety. Posypujemy oregano.

2. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 15-18 minut.

3. Na stole stawiamy miseczkę z roszponką (rukolą, kiełkami) i buteleczkę oliwy. Każdy wkłada zielone na zapiekankę i polewa oliwą w wybranym smaku.


poniedziałek, 25 stycznia 2016

Naleśniki z czerwoną fasolą i sosem jogurtowo-koperkowym

Powstanie tej naleśnikowej kompozycji smakowej było następujące. Przygotowałam stanowczo zbyt mało pieczarkowego nadzienia, które starczyło tylko na połowę usmażonych przeze mnie naleśników. W cargo znalazłam puszkę czerwonej fasoli i pomidorów. Umyśliłam sobie do tego sos z awokado. Po czym awokado zużyłam do czegoś innego. Na szczęście wciąż w lodówce była resztka koperku. I jogurt. Nie od dziś wiadomo, że kombinacje z resztek są najlepsze, więc te naleśniki jeszcze nieraz u nas zagoszczą.


Składniki:
puszka krojonych pomidorów
pół puszki fasoli
1 mała cebula
1/2 płaskiej łyżeczki mielonego kminu rzymskiego
1/2 płaskiej łyżeczki suszonej kolendry
1/2 płaskiej łyżeczki mielonej słodkiej papryki
szczypta pieprzu cayenne
sól morska
czarny pieprz
2 łyżki oliwy do smażenia

Na sos:
3 czubate łyżki jogurtu greckiego
3 gałązki koperku
sól morska
pieprz czarny
1/3 płaskiej łyżeczki słodkiej papryki

4 naleśniki usmażone np. według tego przepisu.


1. Cebulę obieramy i kroimy w drobną kostkę, podsmażamy na oliwie. Dodajemy puszkę krojonych pomidorów, przyprawy i 4-5 łyżek wody. Dusimy na małym ogniu około 5-7 minut.

2. Dodajemy fasolę i podgrzewamy jeszcze 2-3 minuty.

3. Koperek siekamy. W miseczce mieszamy jogurt grecki z koperkiem i słodką papryką. doprawiamy solą i pieprzem.

4. Nakładamy nadzienie do naleśników i zwijamy w ruloniki lub koperty. Każdy naleśnik przyozdabiamy kleksem sosu jogurtowo-koperkowego.


sobota, 16 stycznia 2016

Sałatka walencka

Czytałam niedawno artykuł o tym, dlaczego szczególnie zimą powinniśmy jeść pomarańcze. Wszystko fajnie, tylko Małżon kilka razy stwierdził, że nie lubi pomarańczy. Inna kwestia, że ilekroć na stole pojawiała się sałatka z pomarańczami (np. marokańska lub holenderska), to jadł aż mu się uszy trzęsły. Sok z pomarańczy zwykle też znajduje uznanie. Zrobiłam dzisiaj więc sałatkę, w którym głównym składnikiem była pomarańcza i przy okazji zapytałam, jak z tymi pomarańczami. Okazało się, że tyle czasu żyłam w nieświadomości, że Małżon nie lubi pomarańczy jak ma je obierać, jak ja je obiorę to lubi i to bardzo.

Wracając do sałatki, ciekawe było połączenie pomarańcza - szalotka. Czytałam kiedyś o sałatce gdzie poza dressingiem były tylko czerwone pomarańcze i czerwona cebula. Wtedy taka sałatka wydawała mi się wprost niedorzeczna, a dziś nie jestem już tej niedorzeczności taka pewna :) Pewna jestem natomiast, że sałatkę walencką powtórzymy niejednokrotnie. Oryginalny, hiszpański przepis bez moich zmian można znaleźć w książce "Kuchnia hiszpańska. Podróże kulinarne".


Składniki (na 2 porcje):
2 pomarańcze
10-12 czarnych oliwek
1 średni pomidor
1 awokado
70-80g sera manchego
2 szalotki
2 łyżki soku z pomarańczy
2 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka białego octu winnego
1/2 ząbka czosnku
3 gałązki mięty
czarny pieprz


1. Pomarańcze dzielimy na cząstki i każdą kroimy na pół. W miarę możliwości pozbawiamy białych błonek. Układamy na talerzu.

2. Obrane awokado i ser kroimy w kostkę, pomidor w ósemki. Oliwki, awokado i ser układamy na pomarańczach.

3. Szalotki obieramy i kroimy w cienkie plasterki. Rozrzucamy na sałatce.

4. Listki mięty siekamy, czosnek przeciskamy przez praskę. Mieszamy razem w słoiczku sok pomarańczowy, oliwę z oliwek, ocet winny, miętę, czosnek i czarny pieprz. Polewamy sałatkę i podajemy.


Przepis zgłaszam do akcji:


wtorek, 12 stycznia 2016

Jamajka - zwiedzanie żołądkiem

Ostatnio zamiast gotować i blogować spełniałam swoje marzenie - w grudniu spędziłam 3 tygodnie na Jamajce. Wróciłam zakochana po uszy w tym kraju, ludziach, pogodzie, wszechobecnym luzie i kolorze wody. Kulinarnie to też była ciekawa wyprawa - kilku rzeczy, które jedliśmy nawet nie potrafię przetłumaczyć na polski :) Postaram się jednak przybliżyć kilka typowych potraw i składników.

Zdecydowanie najciekawszą rzeczą jaką jedliśmy jest ackee. Jest to owoc - symbol Jamajki, którego nie je się na surowo, a dopiero po usmażeniu. Co ciekawe wygląda wtedy tak:


Ackee to jest ta jajecznica na zdjęciu :) Podaje się to zwykle z soloną rybą - w śniadaniowym menu widnieje jako ackee and saltfish. Solona ryba występuje też czasem z pomidorami lub papryką - również na ciepło jako danie śniadaniowe. Jedno jest pewne - śniadania na jamajce są ogromne. Na zdjęciu powyżej na uwagę zasługuje również callaloo - to jest to zielone, odpowiednik szpinaku. Na talerzu również widnieje smażony słodki banan, gotowany zielony banan (kompletnie bez smaku), kawałek ziemniaka, bammy (paskudne w smaku), kawałek drzewa chlebowego (znowu bez smaku), smażony pieróg i tost. Za to sam owoc ackee na zdjęciu poniżej:


Inne dania jedzone na śniadanie są już bardziej typowe - prawie wszędzie da się zamówić omlet, tosty lub sałatkę owocową.


Oprócz ackee, nie można wyjechać z wyspy nie próbując jerku. Najczęściej jest to kurczak. Marynuje się go w mieszance jerk (występuje jako przyprawa i jako pasta) i grilluje pod przykryciem. Opał obowiązkowo musi mieć dodatek zielonego drzewa. Najlepszy jedliśmy w Kingston - z ulicznego stoiska. Pan zdjął kurczaka z grilla, pociachał maczetą, polał sosem o nazwie jerk (a jakże) i ketchupem, położył na to kawałek chleba i zawinął w folię aluminiową, nawet nie że dostaliśmy to w pudełku. Zanieśliśmy to do domu i rozpłynęliśmy się z zachwytu. Fotogeniczne to nie było.


Oczywiście można dostać jerk chicken również w naczyniu, ale to już nie to samo :) Oprócz kurczaka zamarynowana w jerku i grillowana bywa wieprzowina, kiełbasa, ryba, a nawet ostrygi.


Jamajczycy bardzo często lunch lub obiad biorą na wynos w pudełkach. Oprócz kurczaka w różnych postaciach (smażony, grillowany, jerk, w panierze podobnej do KFC) popularne są wszelkie gulasze. Typowe pudełko zakupione w miejscu gdzie żywią się lokalni mieszkańcy - gulasz wołowy:


W Kingston byliśmy również w knajpce serwującej lokalne jedzenie. Miły pan kelner powiedział, że możemy mieć połówki dwóch dań, bo dodatki są te same. Wzięliśmy więc po pół curry z koziny i potrawki z ogona wołowego. Typowym dodatkiem bywa ryż z fasolą, a także smażone banany.


Rzadziej w lokalnych punktach spotyka się rybę, natomiast owoce morza raczej w restauracjach, w których stołują się zagraniczni turyści. Tu jednak przydało się zwiedzanie z dala od hoteli i kurortów - nasz gospodarz w jednej z miejscowości, w których nocowaliśmy, Treasure Beach, poradził nam gdzie kupić żywe homary prosto od rybaka, a potem pomógł nam je ugotować. To była przygoda. Homary przed gotowaniem w garnku:


A tu kawałek homara po ugotowaniu:


 Jeśli nie jest się głodnym na obiad, w wielu miejscach można dostać fajną przekąskę - patty. Jest to rodzaj pasztecika z nadzieniem. Nadzieniem może być praktycznie wszystko - kurczak, wołowina, krewetki, callaloo, warzywa, ser... Tu na zdjęciu z wołowiną.


Na koniec warto wspomnieć o napojach. Jamajczycy mają przepyszną kawę - Blue Mountain. Mają też okropny rum - ale to już kwestia gustu. Mi w niczym nie przypominał rumu znanego z mojito, za to bardzo jakiś tani bimber. Zostawało mi więc lokalne piwo Red Stripe, albo bezalkoholowe napoje. Wcale mnie to nie martwiło. Na Jamajce jest bowiem duży wybór owoców egzotycznych, z których robione są przepyszne soki. Hitem dla mnie jest sok z soursop (nie wiem jak przetłumaczyć na polski), orzeźwiający, lekko kwaskowy. Kolejnym hitem jest woda prosto z kokosa:


Najlepszym jednak wspomnieniem jest koktajl z papai, ananasa i banana, w uroczej knajpce z widokiem na Morze Karaibskie:


Tym miłym akcentem kończę kulinarną relację, zapraszam na fejsbukowy profil po więcej fotek jamajskiego jedzenia - klik.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...