czwartek, 30 października 2014

Musaka - przepis kreteński

Ileż emocji dostarczyła mi w weekend ta musaka. Ze skrajności w skrajność. Najpierw radocha, no bo grecka kuchnia, którą oboje z Małżonem uwielbiamy. Potem się narobiłam, bo jednak trochę czasu trzeba na nią poświęcić. I na samym końcu się załamałam, bo zrobiłam nieco za rzadki sos i zamiast zatrzymać się na górze, to drań ściekł. Tak po prawdzie to moja wina, bo zabrałam się za sos za późno i trochę nie dałam mu czasu do zgęstnięnia. Już zdążyłam się potwornie zasmucić, gdy po wyjęciu z piekarnika Małżon stwierdził, że tak wygląda lepiej niż w książce na zdjęciu, bo te bakłażany się tak zrumieniły i ich warstwa tak ładnie wygląda. Z większą nadzieją sięgnęłam więc po to danie i smak znowu spowodował ogromną radochę, bo musaka wyszła po prostu przepyszna. Do tego stopnia, że można było spokojnie rozłożyć ją na trzy obiady dla nas dwójki, a bezwstydnie zjedliśmy ją w dwa dni :P

Przepis z książeczki "Cretan Cookery. Mum's 200 recipes" prawie bez zmian.


Składniki (na 4-6 porcji):
700g mielonej wołowiny
0,8-1kg ziemniaków (waga przed obraniem)
1 średnia cukinia
2 średnie bakłażany
2 pomidory
1 cebula
3 łyżki posiekanej natki pietruszki
3 szklanki mleka
7 łyżek mąki pszennej
3 łyżki masła
2 jajka
1/2 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki suszonego oregano
1/2 łyżeczki suszonej bazylii
sól morska
pieprz
oliwa do smażenia


1. Bakłażany i cukinię myjemy i kroimy w plastry o grubości 0,5cm. Bakłażany solimy i odstawiamy na 10-15 minut, jak puszczą sok, płuczemy i osuszamy. Ziemniaki obieramy i również kroimy w plastry o takiej grubości.

2. Pomidory zalewamy wrzątkiem, pozbawiamy skórki i kroimy w drobną kostkę. W podobną kostkę kroimy cebulę.

3. Mleko zagotowujemy (uważajmy, że nie wykipiało) i odstawiamy do lekkiego przestudzenia.

4. Ziemniaki gotujemy do miękkości (ale mają się nie rozwalić) w osolonej wodzie.

5. Smażymy cukinie i bakłażany partiami na oliwie. Odkładamy do odsączenia na papierowym ręczniczku.

6. Na patelni szklimy cebulę i dodajemy mięso, pomidory i natkę pietruszki, przyprawiamy solą i pieprzem. Dusimy na małym ogniu ok. 20-25 minut.

7. W międzyczasie przygotowujemy sos. Rozpuszczamy w rondlu masło i do rozpuszczonego wrzucamy mąkę. Musimy cały czas mieszać, najlepiej trzepaczką, żeby się nie porobiły grudki. Porcjami wlewamy mleko i cały czas mieszamy. Gdy pod wpływem temperatury sos zgęstnieje dodajemy po 1/2 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej, soli morskiej i pieprzu i jeszcze raz mieszamy. Odstawiamy do lekkiego wystudzenia i ubijamy lekko z dwoma jajkami.

8. W naczyniu żaroodpornym układamy najpierw warstwę ziemniaków, posypujemy suszoną bazylią i oregano. Następnie warstwę cukinii, mięso z pomidorami i warstwę bakłażanów. Zalewamy wszystko sosem.

9. Wstawiamy do nagrzanego do 190 stopni piekarnika na 45 minut.


niedziela, 26 października 2014

Pomidorowo-bazyliowe pieczone ziemniaki

Dopadła mnie jesień. Ile bym nie spała, mam ochotę zawinąć się w kołdrę i pospać jeszcze trochę, najlepiej do wiosny, z małą przerwą na Gwiazdkę i jakiś wyjazd na snowboard. A jakbym się obudziła, to byłoby już coraz cieplej i coraz bardziej zielono. Kusząca perspektywa, nieprawdaż? Żeby nie ulegać pokusie spania zrobiłam wczoraj olbrzymie zakupy, a potem zmieliłam prawie 4 kg, podzieliłam na porcje i zamroziłam. Kupiłam też boczniaki, które oprószyłam mąką, solą morską i czarnym pieprzem, po czym usmażyłam jak kotlety, już całe wieki nie jadłam tak boczniaków i stęskniłam się za nimi. Jako dodatek do nich podałam bardzo fajne ziemniaki pieczone. Na pewno zrobię je jeszcze nieraz, ponieważ będą pasować również np. do mięsa. Pomysł przerobiłam ze starej broszurki Biblioteczki Poradnika Domowego "Tanie gotowanie".


Składniki (na 2 porcje):
2 spore ziemniaki
1 pomidor
1 gałązka świeżej bazylii
1 czubata łyżka jogurtu greckiego
1 żółtko
2 ząbki czosnku
sól morska
pieprz czarny
3 łyżki startego żółtego sera
odrobina masła


1. Ziemniaki dokładnie myjemy i gotujemy w mundurku.

2. Pomidory zalewamy wrzątkiem, a za chwilę zimną wodą i pozbawiamy skórki. Kroimy drobno i mieszamy z porwanymi liśćmi bazylii i jednym ząbkiem czosnku przeciśniętym przez praskę. Doprawiamy solą morską i świeżo zmielonym czarnym pieprzem.

3. Żółtko lekko ubijamy z jogurtem i mieszamy z drugim ząbkiem czosnku przeciśniętym przez praskę. Również doprawiamy solą i pieprzem.

4. Gdy ziemniaki będą miękkie odcedzamy i odstawiamy aż lekko przestygną. Wtedy kroimy je wzdłuż na pół i z każdej połówki wydrążamy trochę miąższu zostawiając jednak około centymetr od brzegu. Miąższ możemy wykorzystać np. do zupy kremu.

5. Wgłębienia w ziemniakach wypełniamy pomidorami. Układamy w naczyniu żaroodpornym wysmarowanym masłem. Każdy polewamy porcją żółtka z jogurtem i posypujemy żółtym serem.

6. Wkładamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika i zapiekamy 20 minut.


sobota, 25 października 2014

Risotto z marynowanymi małżami

Z małżami marynowanymi miałam do czynienia po raz pierwszy, na prośbę Małżona miały się one znaleźć w risotto. I tu zaczął się problem. O ile lubię poeksperymentować w kuchni, to czasem chcę coś ugotować według sztuki. I teraz co ma wartość nadrzędną - to, że risotto wykańcza się masłem i parmezanem, czy to, że w kuchni włoskiej nie powinno się łączyć ryb i owoców morza z parmezanem. W końcu dodałam, ale czy tak powinno być, tego nie wiem. Nam smakowało.


Składniki (na 2 nieduże porcje):
150g ryżu arborio
0,8-1 litr warzywnego bulionu
80-100ml białego wina (u mnie półwytrawne)
1 łodyga selera naciowego
1/2 małej cebuli
łyżka masła
duża garść startego parmezanu
100g marynowanych małży (waga po odsączeniu)
3 łyżki posiekanej natki pietruszki
1 duży ząbek czosnku
oliwa
sól morska
czarny pieprz

1. Cebulę, seler i czosnek kroimy bardzo drobno.

2. Bulion podgrzewamy na małym ogniu, żeby stale był ciepły.

3. W dużym rondlu rozgrzewamy dwie łyżki oliwy i na małym ogniu podsmażamy cebulę i seler aż się zeszklą.

4. Zwiększamy ogień do średniego i wsypujemy ryż, lekko solimy. Podgrzewamy 2 minuty cały czas mieszając. Po tym czasie wlewamy wino i nadal mieszamy, aż całe się wchłonie.

5. Wlewamy chochlę bulionu i mieszamy, aż się wchłonie. Powtarzamy tę czynność aż ryż będzie al dente (powinno to zająć około 16-18 minut), w połowie dodajemy również ząbek czosnku.

6. Gdy ryż jest al dente wyłączamy kuchenkę. Dodajemy połowę garści parmezanu, masło, małże i natkę pietruszki. Doprawiamy do smaku świeżo zmielonym czarnym pieprzem i solą morską. Mieszamy i zostawiamy na dwie minuty pod przykryciem, żeby doszło.

7. Na talerzach posypujemy resztą parmezanu (albo nie posypujemy, jeśli wg naszego odczucia nie powinniśmy).


wtorek, 21 października 2014

Jesienne curry z dynią i cukinią

Wprawdzie całkiem niedawno było już jedne jesienne curry na blogu (z bakłażanem), ale jakoś tak mnie naszło znowu. Po pierwsze dlatego, że byłam taka przeziębiona w weekend i katar to jeszcze nie chce przejść, a curry to wiadomo, te wszystkie chili, imbiry i czosnki rozgrzewają.  Po drugie dlatego, że dostałam piękną niepryskaną dynię i tak chodziło za mną coś innego niż zupa. I dobrze, że chodziło, bo jakie dzisiejsze danie było dobre... To na pewno najlepsze curry jakie popełniłam, z tych blogowych i tych co się na blog nie załapały. Jest trochę inne niż to ostatnie. Inspirowałam się tym przepisem i choć zmian pozornie jest dużo, to sposób przyrządzania, przyprawiania i kolejność składników była dla mnie wskazówką.


Składniki (na 2-3 porcje):
250-300g dyni (waga bez skóry i pestek)
250-300g cukinii
2 marchewki
400ml mleczka kokosowego
1 mała czerwona cebula lub 2 szalotki
2-3 ząbki czosnku
kawałek imbiru długości ok. 1,5 cm
2 suszone papryczki chili pozbawione pestek
1/3 łyżeczki pasty galangalowej
sok z 1 limonki
płaska łyżeczka kurkumy
płaska łyżeczka suszonej trawy cytrynowej
płaska łyżeczka cukru
sól
2 liście kaffiru
2 łyżki oleju arachidowego


1. Cebulę, czosnek i imbir obieramy. Wraz z papryczkami dzielimy na mniejsze cząstki. Dodajemy pastę galangalową, kurkumę, sok z limonki, trawę cytrynową i 2 łyżki wody. Blenderujemy na pastę.

2. Obraną marchewkę kroimy w plasterki. Dynię i cukinię kroimy w centymetrową kostkę.

3. W rondlu podgrzewamy olej i pastę. Gdy zaczną się smażyć dodajemy mleko kokosowe, cukier i liście kaffiru. Podgrzewamy aż zabulgocze. Wtedy dodajemy marchew, a po 3 minutach również dynię. Co jakiś czas mieszamy.

4. Gdy zawartość patelni znowu zacznie wrzeć zmniejszamy ogień i przykrywamy. Po 3 minutach dodajemy cukinię. Solimy, mieszamy i przykrywamy znowu.

5. Co jakiś czas mieszamy i sprawdzamy miękkość warzyw. Gdy zmiękną curry jest gotowe. Podajemy z ryżem.


A przepis jest festiwalowy:


sobota, 11 października 2014

Brokuły z pomidorowym dressingiem

POLSKA 2 - NIEMCY 0
!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

A kulinarnie zapraszam na fajny dodatek do mięs i ryb, znacznie lepszy niż by się podało z bułką tartą. Fasolka w tej wersji też pewnie będzie dobra. Przepis od Jamiego z "30 minut w kuchni".


Składniki (na 2-3 porcje):
1 średni brokuł
2 podłużne pomidory (u mnie żółte)
1 ząbek czosnku
1/4 czerwonej cebuli
1/2 cytryny
1 łyżka oliwy z oliwek
sól morska
pieprz czarny
cukier

1. Brokuł myjemy i dzielimy na różyczki. Gotujemy w osolonej i lekko osłodzonej wodzie do miękkości (ale mają się nie rozgotować).

2. Na tarce o drobnych oczkach ścieramy cebulę. Pomidory kroimy wzdłuż na pół i również ścieramy na tarce, skórkę wyrzucamy. 

3. Dodajemy czosnek przeciśnięty przez praskę, sok z pół cytryny i oliwę z oliwek. Przyprawiamy solą i świeżo zmielonym czarnym pieprzem i mieszamy.

4. Odcedzone brokuły polewamy pomidorowym dressingiem.


niedziela, 5 października 2014

Curry z bakłażana

Ha, rozpoczęliśmy nowy semestr taneczny, widać to po tym, że częstotliwość postów na blogu jest nieco mizerna. Trzeba się na nowo wdrożyć w rytm dostosowywania się do kursów, nie wszystkie wieczory są wolne, wtedy gdy mam dancehall to obowiązkowo jem w pracy i tam takie inne ustalenia. Mam wrażenie, że jak zaczyna się nowy semestr to potrzeba ze dwa tygodnie, żeby wszystko pogodzić :) W tym roku zaczęliśmy nowy kurs (nie to, żebyśmy ze starego zrezygnowali) - West Coast Swing. Dziś byliśmy na pierwszych zajęciach. Podoba nam się :) Jest to taniec, gdzie jest dużo improwizacji i Małżon już się nie może doczekać aż poznamy jeszcze kilka figur, żeby już z nich zacząć kombinować :)

A na blogu danie sprzed tygodnia, tylko jakoś go nie opublikowałam. Jest to zmieniona wersja przepisu z bbcgoodfood.com. Pierwsze kęsy jakoś mnie nie przekonały, ale im dłużej jadłam, tym bardziej mi smakowało. No i pod koniec to już danie było nieziemskie :)


Składniki (na 4-5 porcji):
3 średnie bakłażany
1 cebula czerwona
1 cebula biała
puszka mleka kokosowego (400ml)
400ml bulionu warzywnego
6 ząbków czosnku
2 papryczki chili
kawałek imbiru (ok. 2cm)
1 limonka
1/2 cytryny
3 płaskie łyżeczki kurkumy
1,5 płaskiej łyżeczki sproszkowanego chili
1 łyżka brązowego cukru
1,5 łyżki sosu ostrygowego
oliwa do smażenia
sól
kilka listków kolendry do posypania

1. Bakłażany kroimy w poprzek na pół i wzdłuż na ósemki. Lekko solimy i odkładamy na chwilę. Gdy puszczą sok płuczemy i suszymy papierowymi ręczniczkami. Posypujemy je kurkumą i sproszkowanym chili.

2. Obrane ząbki czosnku, sok z limonki i cytryny, obrany imbir i papryczki pozbawione pestek blendujemy na pastę. Cebule obieramy i kroimy w centymetrową kostkę.

3. Na oliwie podsmażamy chwilę bakłażany, najlepiej zrobić to partiami. Mają trochę zmięknąć, ale się nie rozwalić. 

4. W rondlu podgrzewamy przygotowaną wcześniej pastę i cebulę przez kilka minut. Następnie wrzucamy bakłażany, zalewamy mlekiem kokosowym i bulionem, dodajemy sos ostrygowy i mieszamy. 

5. Doprowadzamy do wrzenia, zmniejszamy ogień i gotujemy 15-20 minut, od czasu do czasu mieszając. Jeśli jest za mało pikantne, możemy dorzucić sproszkowanego chili. Podajemy z ryżem.


niedziela, 28 września 2014

Muffinki z gruszkami i kandyzowanym imbirem

Piękny słoneczny weekend za nami. Może to było już nawet zakończenie sezonu motocyklowego. A na pewno to był ostatni motocyklowy wypad całoweekendowy tej jesieni. Do ostatniej chwili wahaliśmy się, czy wyjechać motocyklem, czy autem, bo to już tak zimno i coraz wcześniej robi się ciemno. No i w piątek nas trochę pomoczyło po drodze. Trochę już jesiennie, trochę jeszcze ładnie, trzeba łapać te ładne chwile i jeszcze się nasiedzieć na świeżym powietrzu. W zeszłym tygodniu też chłonęliśmy pogody ile się da, u Przyjaciół na wsi. Przywiozłam od nich reklamówkę gruszek. Chciałam z nich zrobić kompot, dżem brzoskwiniowo-gruszkowy, mus gruszkowy, szarlotkę tylko że z gruszkami i muffinki. Na wszystko czasu nie ma. Internet podpowiedział mi kilka interesujących przepisów i wygrał ten z bloga Moja Mała Kuchnia. Kiedyś moja kuzynka podarowała mi opakowanie kandyzowanego imbiru, tylko jakoś nie miałam pomysłu na jego użycie. Teraz mogłam użyć dwóch podarowanych mi składników w jednych muffinkach. Pewnie dlatego był tak smaczne, gdzieś się zaplątał taki składnik - życzliwość bliskich osób :) 


Składniki (na 12 muffinek)
5 niedużych gruszek (jak duże to 2-3)
10 kawałków kandyzowanego imbiru (ok. 50g)
2 jajka
3/4 szklanki mleka
1/3 szklanki oleju
1 i 3/4 szklanki mąki
3/4 szklanki cukru
1 płaska łyżka cukru waniliowego
3 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia

1. Gruszki obieramy, wykrawamy gniazda nasienne i kroimy w niedużą kostkę (o boku ok.0,5 cm). Imbir kroimy bardzo drobno.

2. W jednej misce mieszamy łyżką składniki suche, gruszki i imbir. W drugiej misce mieszamy składniki mokre.

3. Dodajemy mokre do suchych i mieszamy łyżką, żadne tam dokładne mieszanie mikserem, tylko żeby składniki się połączyły.

4. Formę do muffinów wykładamy papilotkami. Do każdej nakładamy masę do 3/4 wysokości. Wkładamy do nagrzanego do 200 stopni piekarnika na 25 minut. Moim tak naprawdę wystarczyły 23 minuty, trzeba patrzeć, żeby nie zrumieniły się za bardzo.


sobota, 20 września 2014

Dyniowa zupa-krem z kuleczkami mięsnymi i wędzonym twarogiem

Dotrwałam do weekendu i jakoś minął ten najcięższy, bo pourlopowy tydzień. Jak trudno wraca się do pracy wie każdy, kto choć raz pojechał na dwutygodniowy urlop. Głowa jeszcze wciąż gdzieś w innym klimacie, w tamtych widokach, smakach, zapachach... Również jakoś nagle ciężko się przyzwyczaić, że niektórych rzeczy nie mogę kupić w sklepie obok. Za to stęskniłam się za ciemnym chlebem na zakwasie z pobliskiej piekarni (bo swojego jakoś po urlopie nie chciało mi się zrobić). Za moją kuchnią też się stęskniłam. No i wróciłam akurat na sezon dyniowy. Złote bańki kuszą z każdego stoiska warzywnego. A że zgodnie z Małżonem stwierdziliśmy, że na wakacjach za mało zup jedliśmy, to wybór był prosty - zupa dyniowa. 

Inspiracja z tego przepisu z bloga Belgia od kuchni.


Składniki (na 6 talerzy):
800g dyni (waga po obraniu i wycięciu pestek)
puszka krojonych pomidorów
1 por (tylko biała część)
2 średnie cebule
400-500g mięsa mielonego wieprzowo-wołowego
jajko
1 płaska łyżeczka suszonego tymianku
1 płaska łyżeczka ekologicznej przyprawy do zup
1 płaska łyżeczka suszonej natki pietruszki
1 płaska łyżeczka mielonej ostrej papryki
1/2 płaskiej łyżeczki suszonego rozmarynu
kilka kropel maggi
1 łyżka masła
2 łyżki oliwy z oliwek
olej
sól morska
pieprz czarny
wędzony twaróg


1. Warzywa myjemy i obieramy. Pora i cebulę kroimy w plasterki, dynię w kostkę.

2. W garnku rozgrzewamy masło i oliwę, wrzucamy cebulę i por, podgrzewamy mieszając aż się zeszklą.

3. Dodajemy dynię i podgrzewamy jeszcze 5 minut stale mieszając. Wlewamy 800ml wrzątku, przykrywamy i dusimy na małym ogniu 15 minut.

4. W międzyczasie przygotowujemy mielone - mieszamy mięso z jajkiem, rozmarynem, pietruszką, połową mielonej papryki, solą i pieprzem. Formujemy małe (średnica 2 cm) kuleczki i smażymy do zrumienienia się na oleju.

5. Do dyni dodajemy puszkę pomidorów, tymianek, ekologiczną przyprawę do zup, 1/2 łyżeczki mielonej papryki i kilka kropel maggi. Przyprawiamy solą i pieprzem. Podgrzewamy jeszcze 15 minut pod przykryciem.

6. Zupę miksujemy blenderem na gładką masę. Na talerzu dodajemy do niej mięsne kulki i posypujemy wędzonym pokruszonym twarogiem.


Przepis zgłaszam do akcji:

Dynia na słodko i słono

wtorek, 16 września 2014

Prosciutto e melone czyli melon w szynce parmeńskiej

Moja ostatnia długa nieobecność na blogu spowodowana była urlopem. Podróżowaliśmy motocyklem po Włoszech odwiedzając Południowy Tyrol i Toskanię, a wracając przez Bolonię i Wenecję. Zwyczajowo piszę po powrotach różne posty o kulinariach, tym razem jednak zapraszam na na fotki wystawione na fejsbukowym profilu bloga. To tylko część kulinarnych doznań, bo niestety często jedzenie wyglądało tak pysznie, że rzucałam się na nie zapominając o fotce. Niemniej jednak to co się załapało, jest swoistą opowieścią o jedzeniu. Wybierając się do Włoch myśleliśmy również o samodzielnym przygotowaniu jakichś posiłków z lokalnych produktów, ale ponieważ oboje z Małżonem uwielbiamy zwiedzać i na to poświęciliśmy większość czasu, skończyło się na prostych przekąskach. Dziś ta z pierwszego śniadania w Toskanii.


Składniki:
kilka plastrów szynki parmeńskiej (lub innej szynki dojrzewającej)
miodowy melon (lub inny)


1. Jedziemy do Toskanii.

2. Pierwszego wieczoru, zaraz po przyjeździe idziemy do knajpy i zamawiamy pyszne spaghetti. Mimo, że smakuje nam nasze jedzenie, to z zazdrością patrzymy na faceta z sąsiedniego stolika raczącego się melonem w szynce parmeńskiej. Mówimy o tym Małżonowi (jak go nie mamy, to wydłuża się czas przygotowania przekąski, bo najpierw musimy go znaleźć).

3. Rano Małżon idzie do sklepu i kupuje nam kilka plastrów szynki parmeńskiej i najbardziej miodowego melona jaki był dostępny.

4. Przekrawamy melona na pół i wybieramy pestki. Kroimy na tyle podłużnych, półksiężycowatych kawałków ile mamy plasterków. Obieramy każdy i owijamy w plaster szynki parmeńskiej. Układamy na talerzu (można schłodzić wcześniej) i jemy z najwyższym zadowoleniem.



czwartek, 28 sierpnia 2014

Pełnoziarniste penne z bakłażanem, kozim serem i świeżymi pomidorami

Aaaargh, wyładowały mi się akumulatorki do aparatu. Oba. Naraz. Akurat jak makaron stanął na stole pyszny i gotowy do sfotografowania. Mniejszy zapasowy aparacik wziął się zepsuł jakiś czas temu. Komórką nie wyjdzie. Co robić? Jak żyć??? Wrzuciłam baterię do ładowania. Zjadłam mini porcję makaronu, nałożyłam drugą normalną, w tym czasie bateria naciągnęła się i zrobiła 3 fotki w tym jedną rozmazaną, po czym musiała iść znów do ładowania. Ale przynajmniej mam makaron do akcji. I w dodatku jest pyszny. Na pewno jeden z lepszych na tym blogu. Inspirowane przepisem z bbcgoodfood.com, podaję z moimi zmianami.


Składniki (na 3 porcje):
200g pełnoziarnistego penne
1 średni bakłażan
4 pomidory
120g sera koziego sałatkowego
3 łyżki oliwy z oliwek
3 gałązki świeżej bazylii
4 szalotki
2 ząbki czosnku
szczypta (mniej niż 1/4 łyżeczki) brązowego cukru
sól morska
pieprz czarny

1. Bakłażan myjemy, kroimy w plastry grubości około centymetra, solimy i odkładamy na chwilę.

2. Ser kroimy w centymetrową kostkę, obrane szalotki w ćwiartki, ząbki czosnku w cienkie plasterki. Pomidory sparzamy, pozbawiamy skórki i również kroimy w kostkę o boku ok. 1,5 cm.

3. Bakłażany płuczemy z soku, który puściły, suszymy papierowymi ręczniczkami i kroimy w podłużne paseczki o szerokości 1cm.

4. Makaron gotujemy wg przepisu na opakowaniu.

5. Na patelni rozgrzewamy oliwę i wrzucamy do niej szalotki. Gdy zaczną się szklić dodajemy bakłażan i czosnek. Podgrzewamy na średnim ogniu 2-3 minuty stale mieszając.

6. Dodajemy pomidory, doprawiamy solą, cukrem i pieprzem. Podgrzewamy mieszając jeszcze 5 minut. Nie trzymamy dłużej, bo nie chodzi o to, żeby pomidory się rozpadły i zrobiły sos pomidorowy.

7. Zdejmujemy z ognia, dorzucamy ser kozi i porwane listki bazylii. Ostatni raz mieszamy i podajemy z pełnoziarnistymi penne.


Przepis zgłaszam do akcji:

Warzywa psiankowate 2014
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...