czwartek, 29 października 2015

Rolada schabowa ze szpinakiem

Nawet nie zliczę ile już podczas prowadzenia tego bloga było pierwszych rzeczy w kuchni. Pierwsze bułki. Pierwszy chleb na zakwasie. Pierwsze pierogi. Wciąż jestem przed pierwszym tortem. Fantastyczne jest to, że blog przymusza do rozwijania się. W ostatni weekend pierwszy raz rozcinałam schab w jeden cały płat mięsa, by go potem zwinąć jak roladę. Nie wyszło idealnie. Wyszło krzywo. Miejscami za grubo. A potem podczas pieczenia szpinak wylazł trochę z jednej strony. Ale i tak miałam frajdę. A efekt smaczny :) Świetnie pasuje np. z ajwarem. Zapraszam więc na pierwszą roladę :)

Inspiracja z Biblioteki Poradnika Domowego. Podaję swoje proporcje.


Składniki (na 4 porcje):
700-750g schabu bez kości
150 mrożonego szpinaku
1 nieduża marchew
2 ząbki czosnku
1 czubata łyżeczka masła
sól
pieprz
olej
2 łyżki białego wina

1. Schab rozcinamy w jeden prostokąt o grubości około 1cm. Lekko rozbijamy. Nacieramy rozciętym ząbkiem czosnku, solą i pieprzem. Odstawiamy na pół godziny do lodówki.

2. W rondlu rozgrzewamy masło i rozmrażamy szpinak. Przesmażamy go z posiekanym ząbkiem czosnku.

3. Marchew obieramy i kroimy w drobną kostkę.

4. Płat schabu rozkładamy na płasko. Rozsmarowujemy na nim szpinak i rozrzucamy marchew. Zwijamy ciasno w roladę i związujemy sznurkiem.

5. Na patelni rozgrzewamy olej i obsmażamy schab z każdej strony. Następnie schab przekładamy do rękawa. Wlewamy do rękawa 2 łyżki białego wina i 2 łyżki wody. Spinamy rękaw z obu stron.

6. Schab w rękawie wkładamy do nagrzanego do 190 stopni piekarnika na 50 minut. Po tym czasie rozcinamy rękaw i dopiekamy jeszcze kilka minut, tak by góra się zrumieniła.


niedziela, 25 października 2015

Tost z jajecznicą i łososiem

Uwielbiam weekendowe śniadania gdy nigdzie nie wyjeżdżamy. Czasami robimy sobie "wystawne śniadanie". Wystawne śniadanie polega na tym, że wystawiamy to co jest w lodówce. Każdy wtedy je to, na co ma ochotę. Oczywiście czasem robimy też sobie coś wspólnego, albo któreś chce zrobić drugiemu jakąś przyjemność i coś tam kombinuje śniadaniowego. Wczoraj właśnie zrobiłam tosty specjalnie dla Małżona, który wprost przepada za łososiem. Nie powiem, mi też bardzo smakowały. Będziemy takie robić częściej. Jedynie problem jest taki - można zrobić więcej jajecznicy i wtedy okazalej wygląda, ale gorzej się je, lub też mniej jajecznicy na rzecz wygody jedzenia. 


Składniki (na 2 tosty):
2 kromki chleba tostowego
2 liście sałaty
4 jajka
2 duże plasterki łososia wędzonego
koperek (u mnie suszony, bo nie miałam świeżego pod ręką)
2 półplasterki cytryny
masło
sól
pieprz

1. Z jajek smażymy na maśle jajecznicę. Przyprawiamy solą i pieprzem wg uznania.

2. Tosty przypiekamy na suchej patelni lub w tosterze. 

3. Gorące tosty smarujemy masłem, układamy po liściu sałaty i nakładamy jajecznicę. Na jajecznicy kładziemy duży plaster łososia. Posypujemy koperkiem i podajemy z połówką plasterka cytryny.


czwartek, 15 października 2015

Tarta z dynią

Ostatnio zrobiłam sobie weekend z celebrytami. Obiad z Gordonkiem, a wypieki z Jamiem. Padło na tartę dyniową. Ja dynię dla swojej kuchni odkryłam dość późno, a na słodko to dopiero moja pierwsza odsłona. Na pewno nie ostatnia. Nadzienie dyniowe wyszło prawie jak budyń dyniowy, rewelacyjne. Jedynie nie chciało się ściąć. Jamie w swojej książce napisał 160 stopni, przez 30 minut, po tym czasie i w tej temperaturze to mogłam tylko pogrążyć się w otchłani rozpaczy, bo nadzienie wciąż było płynne, a miało być jedynie trochę galaretowate! Przestawienie na 170 stopni na kolejne 15 minut uratowało i mój nastrój i tartę. A, jeszcze muszę dodać, że trochę za dużo nadzienia z tych Jamie'owych proporcji mi wyszło, ale warto resztę wlać w kokilki, upiec razem z tartą i zajadać. Nic z tych pyszności nie powinno się zmarnować!


Składniki:
250 mąki pszennej (u mnie typ 500) + trochę do podsypywania
50g cukru pudru
125 zimnego masła
500g dyni (waga bez skórki i pestek)
3 jajka
500ml mleka + 2 łyżki
200g cukru trzcinowego
1 laska wanilii
oliwa do natłuszczenia formy


1. Mąkę i cukier puder przesiewamy do miski. Masło kroimy w kosteczkę i dodajemy do mąki. Zagniatamy to dłońmi aż powstaną okruchy. Wtedy dodajemy 2 łyżki mleka i jedno jajko. Zagniatamy około 5 minut.

2. Mąką lekko oprószamy blat lub stolnicę, kładziemy ciasto uformowane w kulę i spłaszczamy na gruby, okrągły placek. Z góry również posypujemy lekko mąką. Zawijamy w folię spożywczą i kładziemy do lodówki na 30 minut.

3. Formę do tarty natłuszczamy oliwą. Mąką posypujemy blat i wałek, wyjmujemy ciasto z lodówki i wałkujemy na grubość około 0,5 cm. Przekładamy do formy dociskając do ścianek. Dno ciasta nakłuwamy kilka razy widelcem, całość owijamy jeszcze raz folią spożywczą i kładziemy do zamrażarki na 30 minut.

4. Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Wymrożone ciasto wykładamy papierem do pieczenia i wypełniamy ryżem (surowym). Wkładamy do piekarnika na 10 minut.

5. Po tym czasie delikatnie wyjmujemy papier i pieczemy tartę jeszcze przez 10 minut. Ma być wypieczona i chrupiąca jak herbatnik. Po tym czasie zostawiamy do wystudzenia.

6. Miąższ dyni kroimy w kostkę o boku 2 cm. Do garnka wkładamy dynię, mleko i cukier trzcinowy. Laskę wanilii kroimy wzdłuż na pół , wydłubujemy ziarenka i wszystko dodajemy do dyni. Wstawiamy na średni ogień i mieszamy cały czas, żeby nie przywierało.

7. Gdy mleko zacznie wrzeć, zmniejszamy ogień. Gotujemy 15 minut na wolnym ogniu i od czasu do czasu mieszamy, a potem jeszcze przez 15 minut pod uchyloną pokrywką. 

8. Wyciągamy laskę wanilii, a resztę miksujemy blenderem na gładką masę. Zostawiamy do ostudzenia. Ubijamy dwa jajka, dodajemy do zimnej masy i jeszcze raz miksujemy. 

9. Taką masą wypełniamy spód do tarty. Pieczemy na pewno nie w 160 stopniach bo nie wyjdzie (patrz wstęp). Sugeruję od razu nastawić na 170 stopni i wtedy 30 minut powinno wystarczyć. Podajemy po ostygnięciu.


niedziela, 11 października 2015

Polędwiczki z dorsza z soczewicą i ziemniakami

Choć zapytana o ulubionego kucharza z miejsca wymienię inne nazwisko, to już gdyby ktoś spytał o kucharza, który wywołuje u mnie największy wachlarz emocji, to odpowiedź może być tylko jedna - Gordon Ramsey. Wielokrotnie oglądając go w akcji marudziłam potem Małżonowi - "ja nie umiem gotować!". Kuchenna załamka murowana. Innym razem dopingowało mnie to do perfekcji - "u niego nawet jajecznica wygląda niesamowicie". Kiedy zaś dostałam (na własne życzenie zresztą) od Mamy książkę Gordonka, jak pieszczotliwie o nim mówię opowiadając coś Małżonowi, to nie mogłam się zdobyć na gotowanie z jego przepisów, może wyda się to dziwne, ale zwyczajnie nabrałam takiego respektu, że oglądałam tylko zdjęcia i przepisy, ale na tym się skończyło. W końcu wczoraj nadszedł ten dzień i ugotowałam obiad z Gordonkiem. Dostałoby mi się, bo rozwaliłam dorsza. Nie zrobiłam też klasycznego sosu vinegrette tak jak to on poleca (gdzie mam dostać ocet cherry???). W sumie miejscami ułatwiałam sobie życie albo proporcje dostosowywałam pod siebie. Ale i tak wyszło mega. Ciekawe połączenie smaków. Małżon przebolał nawet soczewicę ("soczewica szału nie robi, ale w tym zestawieniu to nawet pasuje"). Po oryginał zajrzyjcie do "Szef kuchni na każdą porę roku", poniżej moja wersja.


Składniki (na 2 porcje):
2 polędwiczki z dorsza
450g ziemniaków
50g zielonej soczewicy
1 mała marchewka
1 gałązka selera naciowego
mały kawałek cebuli
1 czubata łyżeczka kaparów
1 szalotka
1 czubata łyżka posiekanego szczypiorku
3 łyżki oliwy z oliwek
3/4 łyżki octu z białego wina
1/3 płaskiej łyżeczki musztardy
1 łyżeczka masła
3 łyżki oliwy do smażenia
sól morska
pieprz czarny

1. Polędwiczki z dorsza myjemy, osuszamy i lekko solimy.

2. Kapary płuczemy i zostawiamy do osuszenia. Szalotkę drobno kroimy.

3. Ziemniaki wkładamy do wrzącej wody w mundurkach i gotujemy 12 minut. Po tym czasie obieramy, kroimy w centymetrową kostkę, mieszamy z łyżką oliwy z oliwek i rozrzucamy na płaskim talerzu do przestudzenia. Posypujemy solą morską i świeżo zmielonym czarnym pieprzem.

4. Soczewicę zalewamy zimną wodą wraz z obraną marchewką, kawałkiem cebuli i gałązką selera naciowego. Gdy zacznie się gotować zmniejszamy ogień i gotujemy 15 minut. Po tym czasie wyrzucamy marchew, seler i cebulę, odcedzamy i również rozrzucamy na płaskim talerzu do przestudzenia.

5. Na patelni rozgrzewamy łyżkę oliwy i masło. Dodajemy szalotkę i podgrzewamy aż się zeszkli. Wtedy zdejmujemy ją z patelni, a w jej miejsce wlewamy kolejną łyżkę oliwy i wkładamy ziemniaki. Smażymy na większym ogniu, aż zmiękną i będą miały rumianą skórkę. Zdejmujemy z ognia, mieszamy z kaparami i szalotką i trzymamy w cieple.

6. Na patelnię wlewamy znowu łyżkę oliwy i smażymy dorsza z obu stron po kilka minut. 

7. W rondlu podgrzewamy soczewicę. Mieszamy razem 2 łyżki oliwy z oliwek, ocet winny i musztardę. Mieszamy z soczewicą, przyprawiamy solą i pieprzem.

8. Na talerzach układamy dorsza, na niego i obok nakładamy ziemniaki z kaparami i soczewicę, całość posypujemy szczypiorkiem.


wtorek, 6 października 2015

Zupa pieczarkowa

Dzisiejszy dzień mogę uznać za kulinarnie udany, za 2-3 dni będę mieć dwa kilo świeżych ogórków małosolnych. Pewnie jedna z ostatnich szans w tym roku, takie łapanie resztki lata. Po raz kolejny musiałam się przekonać, że mój garnek na małosolne rzeczywiście mieści tylko dwa kilo, a nie dwa i pół. Dlaczego zawsze myślę, że jakoś dam radę upchnąć więcej? 

To w garnku z ogórasami jeszcze lato, a na talerzu jesień - pyszna rozgrzewająca zupa pieczarkowa. Na pierwsze chłody.


Składniki (na 5-6 porcji)
0,5 kg pieczarek
250-300g śmietany 12% lub 18%
2 marchewki
1 mała pietruszka
kawałek selera
kawałek pora
2 duże cebule + 1 mała
kilka gałązek natki pietruszki
1 liść laurowy
3 ziela angielskie
1/2 łyżeczki mielonej słodkiej papryki
1/2 łyżeczki suszonej natki pietruszki
szczypta suszonego lubczyku
2 łyżki oleju
1 łyżka masła
sól morska
pieprz czarny
kilka kropel maggi
50g makaronu łazanki


1. Marchew, pietruszkę i seler obieramy. Wkładamy do garnka wraz z kawałkiem pora i małą, nieobraną cebulą. Podgrzewamy 3-4 minuty uważając, żeby warzywa nie przywarły, po czym zalewamy litrem zimnej wody. 

2. Dodajemy gałązkę natki pietruszki, liść laurowy, ziele angielskie i 1/3 płaskiej łyżeczki soli. Gotujemy na małym ogniu przez godzinę.

3. Dwie pozostałe cebule obieramy i kroimy w małą kostkę. Pieczarki oczyszczamy i kroimy w plasterki.

4. W garnku rozgrzewamy olej i masło, dodajemy cebulę. Podsmażamy, od czasu do czasu mieszając, aż cebula się zeszkli. Wtedy dodajemy pieczarki i podgrzewamy kolejne 5-7 minut, stale mieszając.

5. Bulion warzywny odcedzamy i wlewamy do pieczarek. Ugotowaną marchewkę i korzeń pietruszki odkładamy na bok.

6. Do zupy wkładamy na powrót liść laurowy i ziele angielskie, wsypujemy suszoną natkę pietruszki, lubczyk i mieloną paprykę, dodajemy kilka kropel maggi. Gotujemy 10 minut. W tym czasie w osobnym garnku gotujemy makaron.

7. Odlewamy chochlę zupy do miseczki, żeby się ochłodziła. Marchewkę i pietruszkę kroimy w słupki i dodajemy z powrotem do zupy. Śmietanę mieszamy z odlaną zupą, po czym dodajemy z powrotem do garnka. Przyprawiamy pieprzem i jeśli jeszcze potrzeba - solą.

8. Podgrzewamy jeszcze trzy minuty, po czym przekładamy do zupy ugotowany, odcedzony makaron. Na talerzach posypujemy posiekaną natką pietruszki i podajemy.


sobota, 3 października 2015

Makaron z wątróbką i boczkiem wędzonym

W zeszły weekend się działo. Pojechałam na zjazd absolwentów do mojego ogólniaka. Ale było fajnie zobaczyć przyjaciół, znajomych, nauczycieli, nawet samą szkołę. Spotkałam wiele osób, których nie widziałam od matury. Wróciłam zadowolona i tak zmęczona, że podejrzewałam, że uda mi się odpocząć dopiero w kolejny weekend czyli dziś. Aż tak zmęczona nie byłam na szczęście. I nawet trochę pogotowałam w tym tygodniu :) Zwłaszcza środowy obiad był ekstra. Wiem, że wiele osób w to nie uwierzy z powodu wątróbki, ale my tam lubimy wątróbkę. Zjedliśmy to raz i zakochaliśmy się w tym daniu do tego stopnia, że w czwartek je znowu ugotowałam. Jest przefantastyczne. Przepis wzięłam z książki "Włoskie dania z makaronu" z wydawnictwa RM i trochę przerobiłam.


Składniki (na 2 porcje):
150-170g makaronu (waga przed ugotowaniem)
200g wątróbki kurzej
50g wędzonego boczku
1 mała cebula
1 duży ząbek czosnku
1 łyżeczka mąki pszennej
1/2 szklanki bulionu warzywnego (może być z koncentratu lub z kostki)
1 czubata łyżeczka koncentratu pomidorowego
2 łyżki śmietany 12% lub 18%
3/4 płaskiej łyżeczki suszonego majeranku
sól morska
pieprz czarny
oliwa z oliwek
kilka listków bazylii


1. Obraną cebulę i czosnek siekamy bardzo drobno. Wędzony boczek kroimy w kostkę lub drobne paseczki. Wątróbkę oczyszczamy i kroimy w kawałki o boku 1,5-2 cm.

2. Makaron gotujemy al dente.

3. Na patelni rozgrzewamy 2-3 łyżki oliwy i dodajemy cebulę, czosnek i boczek. Gdy cebula się zeszkli a boczek zacznie się wytapiać, dodajemy wątróbkę. Podsmażamy na średnim ogniu przez około 3-4 minuty. Po tym czasie dodajemy mąkę (najlepiej przez sitko) i podgrzewamy kolejną minutę.

4. Na patelnię dolewamy bulion, dodajemy koncentrat pomidorowy, majeranek oraz trochę soli i pieprzu. Wszystko dokładnie mieszamy, zmniejszamy ogień i dusimy pod przykryciem 10 minut, od czasu do czasu mieszając.

5. Kilka łyżek sosu odlewamy do kubeczka, lekko studzimy i mieszamy ze śmietaną. Dodajemy do reszty sosu i mieszamy. Doprawiamy jeszcze do smaku solą i pieprzem. Po minucie dodajemy odcedzony makaron, mieszamy jeszcze raz, posypujemy porwanymi listkami bazylii i podajemy.

środa, 30 września 2015

Naleśniki z zielonym groszkiem

Naleśniki były u nas w zeszłym tygodniu, ale nie ogarnęłam się jeszcze, żeby zrobić z nich posta. Stosunkowo rzadko robię naleśniki, nie żebym ich nie lubiła jeść, ale smażyć to już jakoś nieszczególnie. Całą sobą jednak potrzebowałam w zeszłym tygodniu dania albo bardzo ziemniaczanego, albo bardzo mącznego. Wszystko przez to, że w poprzedzający weekend byliśmy na Podlasiu. Głównym naszym celem było zwiedzenie tatarskich meczetów w Kruszynianach i Bohonikach jako unikatowych w naszym kraju. Przy okazji nie mogło zabraknąć spotkania z tatarską kuchnią. Zamówione przez nas potrawy były zaskakujące w swojej prostocie i połączeniu dobrze znanych w polskiej kuchni składników w nietypowe dla naszej kuchni zestawienia. Po tym weekendzie przez kilka dni miałam ukierunkowanie na jakieś proste połączenia i stąd te naleśniki. Przepis pochodzi z książeczki J.Młynarczyk "Nastolatki przyjmują gości", dostosowałam go troszkę pod siebie.


Składniki (na 8 naleśników):
2 szklanki mąki pszennej
3 jajka
1 i 1/2 szklanki mleka + 200ml do farszu
1 szklanka wody
1 płaska łyżeczka soli
szczypta cukru
120g żółtego sera startego na grubych oczkach
20g masła
20g mąki
puszka groszku, najlepiej bardzo drobnego
mała cebula
1/2 łyżeczki słodkiej papryki mielonej
1/2 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
sól morska
pieprz czarny

1. Miksujemy jajka, mąkę i wodę do momentu, gdy nie ma grudek. Wtedy dodajemy sól, cukier i partiami wlewamy półtora szklanki mleka. Cały czas miksujemy, ma powstać masa o konsystencji rzadkiej śmietany.

2. Masę odstawiamy na 1/2 godziny, po tym czasie będzie można ewentualnie wyregulować jeszcze gęstość ciasta.

3. Cebulę siekamy bardzo drobno. Szklimy ją na połowie masła. Dodajemy groszek.

4. W drugim rondelku zasmażamy mąkę z drugą połową masła mieszając, żeby nie było grudek. Dolewamy mleko i robimy rzadki beszamel.

5. Mieszamy beszamel z groszkiem, wsypujemy gałkę i mieloną paprykę. Zdejmujemy z ognia, dosypujemy ser żółty, który i tak rozpuści się od ciepła sosu. Doprawiamy solą i pieprzem, mieszamy.


6. Smażymy naleśniki z obu stron. Ja mam patelnię do smażenia naleśników bez tłuszczu, ale możecie pędzelkiem rozsmarować odrobinę oleju przed każdym kolejnym naleśnikiem.

7. Na każdym naleśniku rozsmarowujemy trochę nadzienia, zwijamy w rulony i zawijamy do środka końce, żeby groszek nie wypadał. Takie naleśniki świetnie smakują nawet odgrzewane w pracy w mikrofali.


wtorek, 22 września 2015

Sałatka szegedyńska

W blogosferze trwa właśnie Festiwal Kuchni Węgierskiej. Kilka lat temu byłam na wakacjach na Węgrzech i kuchnia tego kraju kojarzy mi się bardzo dobrze - w żadnej knajpce nie zdarzyło mi się tam kiepsko zjeść, a kilka potraw to wręcz mistrzostwo świata, na czele z wieloma próbowanymi zupami gulaszowymi i faszerowanymi paprykami. Jedyne co, to nie pamiętam w ogóle jakichś surówek czy sałatek. Zresztą kuchnia węgierska jakoś z takowych specjalnie nie słynie. Dla przekory więc prezentuję dziś sałatkę pochodzącą z książki "Kuchnia węgierska" Anny Teklics. Jest sycąca i zaskakująco pyszna. W oryginalnym przepisie jest olej i ocet, ja natomiast użyłam oliwy z oliwek i octu winnego, ale my z Małżonem tak lubimy oliwę, że inaczej się nie dało :) Poza tym reszta składników oryginalna.


Składniki (na 3-4 porcje):
200-250g ziemniaków
2-3 ogórki kiszone
1-2 pomidory (w zależności od wielkości)
2-3 jajka
duża czerwona papryka
50g roszponki
sól
pieprz
oliwa z oliwek
1 łyżka octu z białego wina


1. Ziemniaki gotujemy w mundurkach do miękkości. Jajka gotujemy na twardo. Zostawiamy do przestudzenia.

2. Ziemniaki i jajka obieramy. Ziemniaki, ogórki, pomidory, jajka i paprykę kroimy w plasterki.

3. Na dnie miski układamy plasterki ziemniaków i lekko solimy.

4. Na ziemniakach układamy warstwę plastrów ogórka kiszonego, na nich pomidory. Pomidory posypujemy pieprzem.

5. Następnie układamy warstwę plasterków jajka, znowu lekko solimy. Na jajkach układamy paprykę.

6. Na wierzch wykładamy roszponkę. Całość skrapiamy octem winnym, obficie polewamy oliwą oraz posypujemy solą i pieprzem. W książce polecają całość wymieszać, ja podałam jako sałatkę warstwową.


Przepis zgłaszam do akcji:

Festiwal Kuchni Węgierskiej 2015

czwartek, 17 września 2015

Galette ze śliwkami

Galette zrobiłam pierwszy raz. Zachwyciła mnie prostota wykonania tego ciasta. Nie potrzeba żadnej formy, miksera, robota czy co tam jeszcze. Żadnego długiego stania w kuchni i skomplikowanych składników. Smakuje też tak prosto, dzięki skórce cytrynowej lekko kwaskowo, orzeźwiająco. Nie podejdzie wielbicielom ciężkich kremów, ale i tak znika w oszałamiającym tempie. Chciałam podać źródło przepisu, ale zwyczajnie nie zapisałam i nie wiem skąd wziął się u mnie pliczek z tym przepisem na dysku. Ciasto jest jednak zbyt pyszne by z takiego powodu zachować je tylko dla siebie.


Składniki:
200g mąki pszennej (u mnie typ 500)
100g zimnego masła + łyżeczka
50g cukru
skórka starta z 1 cytryny
4 łyżki lodowatej wody
8-10 śliwek (węgierek lub tych trochę większych fioletowych)
cukier trzcinowy
żółtko


1. 100g zimnego masła kroimy w kostkę i zagniatamy z mąką, cukrem, skórką cytrynową i wodą na jednolitą masę. Zawijamy w folię spożywczą i wkładamy do lodówki na 30 minut.

2. W tym czasie myjemy śliwki i kroimy w ćwiartki wyjmując pestki.

3. Na lekko oprószonej mąką stolnicy rozwałkowujemy ciasto mniej więcej w kształt koła. Powinno mieć 4-5 mm grubości.

4. Smarujemy ciasto rozgrzaną w dłoniach łyżeczką masła. Na cieście rozkładamy śliwki w miarę ciasno skórką do dołu. Od brzegu zostawiamy ok. 5cm bez śliwek. Ten brzeg ciasta zawijamy na śliwki.

5. Brzeg ciasta smarujemy żółtkiem. Posypujemy wszystko (łącznie ze śliwkami) brązowym cukrem. Ciasto wykładamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia.

6. Wstawiamy do nagrzanego do 175 stopni piekarnika na 30 minut.


środa, 9 września 2015

Sakiewki z indyka po cypryjsku

Ostatnie kilka dni minęły u mnie kulinarnie na odgrzebywaniu potraw dawno niejedzonych, a na które miałam straszną ochotę. I to jeszcze najlepiej takich bardziej tradycyjnych. Najlepsze były łazanki z kapustą :) Pyszne są takie powroty do sprawdzonych przepisów, ale wtedy na blogu nie ma co pokazać :P Na szczęście przed ostatnim weekendem był też indyk. Przepis - jak dla mnie smak lata na południu. Pomiędzy jedzeniem i smażeniem kolejnej porcji na następny dzień, popełniona w biegu fota ani trochę nie oddaje tego, jak dobre jest takie mięsko. Ale przeczytajcie listę składników - mówią same za siebie.

Przepis z książki "30 minut w kuchni" Jamiego Olivera, z moimi zmianami.


Składniki (na 4 porcje):
4 sznycle z piersi indyka
3-4 gałązki natki pietruszki
3-4 gałązki świeżej bazylii
6 suszonych pomidorów ze słoika
2-3 ząbki czosnku
100g fety
sól morska
czarny pieprz
oliwa
arkusz papieru do pieczenia

1. Na deseczce siekamy razem listki bazylii, natki pietruszki, obrane ząbki czosnku oraz suszone pomidory. Gdy wszystko jest już w drobnych kawałkach kruszymy do tego fetę, dodajemy 2-3 łyżeczki oliwy z pomidorów i wszystko dokładnie rozgniatamy razem na masę.

2. Sznycle z indyka rozbijamy tłuczkiem, posypujemy świeżo zmielonym czarnym pieprzem i odrobiną soli (należy pamiętać, że feta jest już słona).

3. Na połowie każdego sznycla kładziemy masę, zostawiamy miejsce od brzegów i składamy na pół, tak żeby powstała sakiewka, książeczka czy jakby to nazwać. można brzeg spiąć wykałaczką.

4. Na patelni rozgrzewamy oliwę. Układamy sakiewki z indyka uważając żeby nie pogubić nadzienia. 

5. Arkusz papieru do pieczenia zgniatamy i moczymy pod wodą. Otrząsamy nadmiar i mokry papier kładziemy na indyka. Przygniatamy jakimś niedużym garnkiem, żeby sakiewki się nie otwierały i smażymy 6-8 minut.

6. Odwracamy indyka i smażymy jeszcze kilka minut, tyle, żeby był zrumieniony z obu stron.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...